sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 5



Wchodząc do pokoju czułam na sobie przenikliwe spojrzenie Cassie. Wiedziałam, że tym razem tak łatwo nie odpuści i będę musiała jej powiedzieć całą prawdę. Nie mogłam pokazać się rodzicom z nowym pojazdem, wtedy żadna wymówka nie byłaby dobra. Dlatego przed wyjściem od Tomlinsona zadzwoniłam do mamy. Wytłumaczyłam jej, czemu nie wróciłam do domu na czas, mówiąc o ważnym projekcie, który mieliśmy do zrobienia. Według mojej wersji musiałam przyjechać do przyjaciółki, aby się przygotować. Nawet nie musiałam pytać, czy mogę zostać u niej nocować, gdyż mama sama to zaproponowała. Nie lubiła, gdy jeździłam sama po nocach. Już wiem czemu.
Podeszłam do ogromnego łóżka i rzuciłam się twarzą na poduszki. Z moich ust wydobył się jęk, stłumiony puchem. Koniec materaca ugiął się pod ciężarem i nie musiałam długo czekać, a poczułam na plecach delikatną dłoń Cassie. Wiedziałam, że nie będzie mnie naciskać, ale musiałam się pozbierać i opowiedzieć jej całą prawdę.
- Słońce, dam ci chwilę na uspokojenie się, a w między czasie skoczę po herbatę i coś do jedzenia.
Podniosłam się na łokciach i zmieniłam pozycję na siedzącą. Oparłam się plecami o zagłówek łóżka i skinęłam głową do zmartwionej blondynki. Gdy wyszła z pokoju, rozejrzałam się po bardzo dobrze znanym mi wnętrzu.
Był niewiele mniejszy od mojego, ale to, jak był urządzony, sprawiało, że chciało się tu wracać, za każdym razem. Wszystkie ściany - oprócz tej za łóżkiem - pomalowane były na kolor pudrowy. Natomiast za mną, pod ukosem była wyłożona tapeta w pikowane wzory. Naprzeciw baldachimowego łoża, postawiony była francuska toaletka w kolorze ecru, na której znajdowały się niezliczone ilości kosmetyków i biżuterii. Zaraz obok były drzwi prowadzące do ulubionej części pokoju przyjaciółki - garderoby. Na ścianie, po lewej stronie od toaletki wisiał ogromny, czarno-biały obraz Merlin Monroe. Przeniosłam wzrok na ścianę po mojej lewej stronie. Tam, obok dużego parapetu z miejscem siedzącym, na którym godzinami rozmawiałyśmy na wszelkie tematy, ustawione było - również we francuskim stylu - biurko. Tam już panował totalny rozgardiasz. Na jasnym meblu wałęsały się przeróżne książki i zeszyty. Mrużąc oczy dostrzegłam, że przykrywają nawet jej najnowszego MacBook'a, którego dostała od rodziców na osiemnaste urodziny.
Wywracając oczami na niechlujstwo Cassie, przeniosłam wzrok na Pezz, która wkradła się przez uchylone drzwi i radośnie podszczekiwała. Uśmiechnęłam się na ten widok. Ten mały Maltańczyk zawsze tryskał pełnią energii. Zsunęłam się na miękki dywan, by pobawić się z sunią. Nie zajęło to dużo czasu, bo po chwili wróciła przyjaciółka z dwoma kubkami w lewej i talerzem z kanapkami w prawej ręce. Rzuciła wzrokiem na zatłoczone biurko i wykrzywiając usta w grymasie podeszła do parapetu, by tam odstawić to, co przyniosła.
- Pezz, idź pomęcz kogoś innego. - Zaśmiała się radośnie.
 Wzięła suczkę na ręce i odstawiła ją dopiero za drzwiami, które szybko zamknęła, gdy pojawiała się w swoim własnym królestwie. W międzyczasie podeszłam do naszego miejsca i wzięłam oba kubki w dłonie, by zrobić sobie miejsce do siedzenia. Przysiadłam opierając się o kawałek ściany. Cassie zrobiła to samo, biorąc na kolana talerz z kolacją. No tak, było już dobrze po 20. Podałam jej gorący napój i głośno westchnęłam.
- To co się stało, że postanowiłaś przyjechać do mnie w środku tygodnia? - Upiła łyk herbaty z utkwionym wzrokiem w moich oczach. - Chodzi o Furiousa, prawda? - Grymas zagościł na jej gładkiej twarzy.
- Louisa - poprawiłam ją, nawet sama nie wiem czemu. - Tak - dodałam cicho. 
Bałam się srogiego spojrzenia przyjaciółki, więc skupiłam swą uwagę na powolnym przyłożeniu ust do kubka i sączeniu gorącego napoju. Przy pierwszym spotkaniu górnej wargi z wrzątkiem, odsunęłam twarz od  parzącej herbaty, ale zaraz upiłam mały łyk. Tym razem nie poczułam bólu. 
- Faith, przysięgam, jeśli ten niepanujący nad emocjami kretyn cię dotknął to... - słysząc podejrzenia dziewczyny zakrztusiłam się i zaczęłam kaszleć. 
Cassie odstawiła talerz i nasze kubki na podłogę i przybliżyła się do mnie, klepiąc mnie po plecach. Podniosłam ramiona do góry i odczekałam, aż udało mi się uspokoić. 
- Jeny, Cassie! - Rozbawiona podniosłam wzrok na blondynkę. - Właśnie zrobiłaś mi większą krzywdę od niego! 
Niepohamowany chichot rozniósł się po całym pomieszczeniu. Prawda jest taka, że moja przyjaciółka ma specyficzny rodzaj śmiechu i wszyscy po niej cisną z tego powodu. Niestety nic nie może poradzić na to, że brzmi jak zwariowana świnka morska, ale to jest jedna z tych rzeczy, które w niej kocham. 
- Pewnie ciekawi cię, skąd wzięłam taką - specjalnie podkreśliłam ostatnie słowo - furę. - Wyjrzałam przez okno, a ona podążyła za mną wzrokiem. 
- Och - wymsknęło jej się z malinowych ust, które rozchyliła pod wpływem szoku.
- Niesamowity, prawda? - Zachwyciłam się, wciąż nie mogąc uwierzyć, że Louis zgodził się właśnie na ten model.
- Zamieniam się w słuch - wlepiła we mnie duże czekoladowe oczyska. 
To był czas, aby opowiedzieć całą prawdę.


***

Parkując przy na jednych z wolnych miejsc przed szkołą, zdałam sobie sprawę, że postąpiłam lekkomyślnie jadąc autem Louisa. Cassie namawiała mnie, żebym pojechała z nią, jednak nie mogłam tego zrobić. W końcu Pan-Wiecznie-Humorzasty miał się po niego zjawić po moich zajęciach. 
Przeczesując dłonią pofalowane włosy, ruszyłam do budynku. Wiedziałam, że wszyscy mi się przyglądają i szepczą - swoją drogą nie za cicho - różne wersje. Przyspieszyłam kroku, gdy usłyszałam "Pewnie sama bierze udział w wyścigach". Najbardziej zdenerwowały mnie słowa jakiegoś pierwszoroczniaka, który stał z grupką kolegów: "Myślicie, że ukradła mu to auto i dlatego ją prześladuje?". No na Boga! Wczoraj na ich oczach podarował mi samochód, a teraz wymyślają jakieś niestworzone historie. 
Zacisnęłam dłonie w pięści, powstrzymując się przed podejściem do nich i wygarnięcia kilku niemiłych słów, które zagościły w mojej głowie.
Najgorsze było to, że byłam w centrum uwagi. Nigdy nie chciałam być znana, ani nic z tych rzeczy. Lubiłam to, że prawie nikt mnie nie znał . A teraz co? Co drugie słowo wydostające się z ust uczniów szkoły, do której uczęszczałam, to Faith
Dochodziłam do szafki, gdy napotkałam Rose. Chodziłam z nią do klasy i uważałam, że jest bardzo miłą osobą, bo nigdy nie wpychała nosa w nieswoje sprawy. Sprawiała wrażenie cichej osoby, o niesamowitym stylu. Zawsze jej zazdrościłam tego, jak dobiera stroje i dodatki. Jej długie czarne włosy, w świetle błyszczały śliwkowymi refleksami, a usta eksponowała różowa szminka.
- Hej, Rose - przywitałam się uśmiechem. - Przygotowana na kolejny, nudny dzień? 
- Cześć, Faith - mrugnęła zalotnie. - Czy taki nudny to nie wiem. - Stanęła obok mnie. - Nie wiem co jest bardziej dramatyczne, ludzie, którzy plotkują, czy ludzie, którzy ich słuchają. 
Wywróciła oczami i posłała mi współczujące spojrzenie. 
- Mów mi więcej.
Chichocząc podeszłyśmy pod salę, w której miałyśmy pierwszą lekcję. 


***

Przepychałam się przez tłum nastolatków, aby w końcu opuścić to nieszczęsne miejsce. Właściwie to nie wiem, czemu się tak spieszyłam. W końcu czekało mnie spotkanie z Panem-Pięknisiem. Na samą myśl poczułam dziwne uczucie w podbrzuszu. Wreszcie dotarłam do wyjścia i mina mi zrzedła, gdy poczułam uderzające we mnie krople deszczu. Ratując się torbą, którą trzymałam nad głową, przeszukiwałam parking w celu znalezienia Speed Master'a. Nigdzie go nie było, więc z lekką ulgą ruszyłam do samochodu, który mi wczoraj pożyczył.
Może powinnam na niego zaczekać, czy coś? Co jeśli przyjedzie zaraz po tym, jak odjadę i będzie wściekły? Nie ucieknę, bo wie, gdzie mieszkam. Ale z drugiej strony, nie będę stała na deszczu i mokła, bo Jaśnie Panu nie chciało się przyjechać na czas.
Z zamiarem pojechania do domu, podbiegłam do wozu. Odblokowałam drzwi przyciskiem na kluczyku i podchodząc od tyłu, schylając się i wrzuciłam torbę na tylne siedzenie.
- Bu!
Podskoczyłam przez nagły odgłos z wnętrza pojazdu. Uderzyłam głową w niski dach, na skutek czego odczułam niemiłosierny ból, rozchodzący się aż do kręgosłupa.
-Ała! - Jęknęłam, pocierając tworzącego się guza.
- Nic ci nie jest? - Usłyszałam zmartwione pytanie.
Znów to dziwne uczucie w podbrzuszu. Wiedziałam, kto był sprawcą mojej kontuzji i nie mogłam się nie zdenerwować. Ale, gdy poczułam jego dłonie na mych ramionach, przeszedł mnie dreszcz, w miejscu, gdzie spoczywały. Wzdrygnęłam się na to doznanie, co negatywnie odczytał i puścił je.
- Em... Ten... - potarł kark z zażenowaniem. - Nie wiedziałem, że jesteś taką niezdarą i zrobisz sobie krzywdę. - Wywrócił oczami, a jego głos już był opanowany.
- Tak? Ciekawe, jakbyś ty zareagował Idealny Louisie Tomlinsonie!
Wykrzyczałam mu w twarz przez nagły przypływ adrenaliny. Staliśmy przy otwartych drzwiach, a deszcz nie ustępował.
- Nie podnoś głosu - wysyczał między zębami.
Ścisnął szczękę, uwydatniając kości policzkowe, ramiona napięły się, a oczy przybrały chłodnego koloru. Klatka piersiowa unosiła się głęboko, tak samo, jak moja. To, że on może się denerwować, nie znaczy, że ja też nie mogę.
Nie mam pojęcia, co mną kierowało, ale ściskając dłonie w pięści, otworzyłam buzię i słowa wylały się zanim pomyślałam.
- Bo co? Zrobisz mi coś? - Prychnęłam. - Jakbyś nie zauważył, cała moja szkoła wie, że dałeś mi auto i jak myślisz, o kim pomyślą, gdy coś mi się stanie? - Odczekałam chwilę, nabierając powietrza do płuc.
Furious również zacisnął pięści i widziałam, że z minuty na minutę robi się groźniejszy. Jednak teraz mnie to nie obchodziło.
- I wiesz co? Moja przyjaciółka wie wszystko - specjalnie zaakcentowałam "wszystko", żeby dotarły do niego te słowa.
- Coś ty kurwa powiedziała? - Jego głos przypominał warczenie.
Z całej - jak dla mnie - siły ścisnął moje ramiona, aż poczułam, że krew mi przestaje dopływać.
Chciałam się na niego wydrzeć, że jest pomylony i, żeby dał mi spokój, ale głos mi utknął w gardle. Jedyne co mogłam, to wpatrywać się w jego nieodgadniony wzrok. W jego oczach nie widziałam nic. Zero uczuć.
Gdy nieproszone łzy zagościły w kącikach mych oczu, zauważyłam, pewien błysk w niebieskich tęczówkach i puścił moje ręce. Syknęłam z bólu, jaki pozostawił po sobie i nie zważając na pogodę, uciekłam w stronę przystanku autobusowego. Nie mogłam z nim wracać. Nie po tym, co mi zrobił. To była jego prawdziwa natura, a ja wierzyłam, że może być inny. Zanosząc się szlochem, starałam się odnaleźć drogę, którą przyćmiewały łzy i ulewa, jaka się już zdążyła rozpętać.


18 komentarzy :

  1. Jestem pod wrażeniem...
    jak zawsze ;D
    czekam na nast ;D ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Furios ma prawdziwe uczucia ;) i to dzięki naszej kochanej bohaterce. x Uwielbiam postac Hanny w "słodkich kłamstewkach", wogóle wszystkie bardzo lubie. serialowa Aria czy Hanna- idelanie tu pasują :)
    obejrzałam ostatnio zwiastun jeszcze raz, i dopiero skapnęłam sie ze jest urywek z "intruza" ^
    tez bym musiała sie zwierzyc komus po kims takim ;)
    wspaniały jest xx

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  3. hsjdtrfagdvebsoauwhevrfd co dalej? kocham tego bloga NN proszę :) xx

    OdpowiedzUsuń
  4. ZROB RAZ WYJATEK I DODAJ SZYBCIEJ
    BLAGAM
    I TAK CIE KOCHAM, ALE BLAGAM
    :*
    L.

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiadanie jest swietne kiedy następny rozdział? U_U

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetyny czekam na następny<3

    OdpowiedzUsuń
  7. Boski. Czekam na następny<3 :****

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajebiste! Kiedy next? :**

    OdpowiedzUsuń
  9. KIEDY NASTEPNY ROZDZIAL ?!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nowy rozdział miał się pojawić w Sobotę, jest Niedziela godzina 22.20, a jego nadal nie ma ;(((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieeeem, przepraszam bardzo, ale byłam strasznie chora i niestety nie byłam wstanie nawet podejść do komputera... :( Ale dziś już czuję się lepiej i obiecuję, że do wieczora będzie dodany :)

      Usuń
  11. Poprostu dneelwlqvazwiw s s jrkrk jbffd

    OdpowiedzUsuń
  12. Shzajfjajfajjxjdj zajebiste :* :3 <3 :)

    OdpowiedzUsuń