niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 42



- Jesteś tego pewna? - Louis spojrzał na mnie, po raz kolejny zadając to samo pytanie. - Jeszcze możemy zawrócić.
- Nie mogę tak długo wam siedzieć na głowie - ścisnęłam lekko dłoń chłopaka, która spoczywała na moim udzie - i zanim zaprzeczysz - nie, nie zmienię zdania.
Wiedziałam, że byłam jedyną osobą w jego domu, na której obecność się cieszył, ale sama już miałam dość tej napiętej atmosfery. Od pouczającej rozmowy Louisa z Lottie i Fredem minęło parę dni, a mimo to cała trójka wciąż omijała się dalekim łukiem. To było chore, w końcu Lottie jest jedyną rodziną Louisa, a nie zamienili ze sobą ani słowa od tamtej pory. Był to również jednym z powodów, dla którego chciałam już wrócić do własnego domu. Kolejnym było to, że nie mogłam wiecznie okłamywać rodziców, szczególnie, że Lilah już wiedziała o moim pobycie w Doncaster, a znając ją, lada chwila mogła się wygadać. Wszyscy wiedzieliśmy jak bardzo jest roztrzepana i dlatego nie zdziwiło mnie, gdy zobaczyłam ją z Fredem, co innego Lottie.
- Mogłaś chociaż zostać do czasu aż ściągną ci tę szynę - pokręciłam przecząco głową, co sprawiło, że jego prawa dłoń zacisnęła uścisk na kierownicy. - Ale wyjdzie na to, że cię nie dopilnowałem - marudził dalej.
Chciałam powiedzieć, że tak właśnie było, ale wiedziałam, że to by było chamskie i głupie, a to wszystko, co się zdarzyło nie było wcale jego winą.
- Tylko masz mi się nie śmiać z mojego nowego starego telefonu - wyciągnęłam z kieszeni spodenek karteczkę z zapisanymi numerami znajomych. - Przez tego dupka straciłam tyle kontaktów.
- Ten do Luka też? - spytał obojętnym tonem, jednak jego kąciki ust uniosły się lekko.
- Co ty, jego numer znam na pamięć - odpowiedziałam naturalnie, aby się nie zorientował, że łżę.
- Pierdolisz? - zahamował gwałtownie na podjeździe mojego domu, powodując zaciśnięcie pasa na mnie. - To ja musiałem ci swój zapisywać na tej pieprzonej kartce, a tej cipy znasz na pamięć? - założył ręce, robiąc przy tym naburmuszoną minę. Szlag, ale on jest słodki w tym momencie!
Nie mogąc się powstrzymać, wybuchnęłam śmiechem, a gdy trochę się uspokoiłam, wciąż rozbawiona ucałowałam jego usta.
- Za to cię kocham mój zazdrośniku - odsunęłam się, i odpinając pasy otworzyłam drzwi.
- Jesteś czasami taką suką - wyszedł z auta kręcąc głową i obszedł je, by przytrzymać mi drzwi. - Chyba gdzieś wyjdziemy wieczorem z chłopakami.
Uniosłam wzrok na niego słysząc te słowa, i odburkując okay wyszłam z auta. Widziałam Louisa na imprezach i wolałabym, żeby siedział na tym seksownym tyłku, ale nie mam prawa mu czegokolwiek zabronić. Może dobrze mu zrobi taka noc bez przygód, a ja będę miała czas się spotkać z Cassie, za którą strasznie się stęskniłam.
Gdy dokuśtykałam do drzwi, otworzyłam je szeroko i weszliśmy do środka. Całe szczęście były otwarte, bo jak miałam powiedzieć rodzicom, że klucze też zgubiłam? I bez tego wyśmieją mnie za tą uciążliwą szynę.
- Jesteśmy!
Przeszliśmy zaledwie kawałek, a poczułam wiszący się mi na szyi ciężar. Mama zaczęła swoją wiązkę, jak to bardzo tęskniła, i że mogłam się częściej odzywać, po czym Louis ucałował jej dłoń i odleciała. Nie no proszę was, jak dorosła kobieta może chichotać jak nastolatka, na widok chłopaka swojej córki. To jest chore. Nie wspominając o tym, jak Louis patrzył na tyłek mojej mamy, obrzydliwość. Halo! Ja też tu jestem...
Mama dopiero po jakimś czasie zorientowała się, że mam nogę w szynie, więc łaskawie udzieliła mi pozwolenia położenia się na kanapie we własnym domu. Kocham tę kobietę nad życie, ale czasami miewam podejrzenia, że zostałam podmieniona w szpitalu, albo raczej mam w sobie więcej ze spokojnego taty.
Rozmawialiśmy jakiś czas, wyjaśniając przede wszystkim, co się stało, a także o tym, co się działo, gdy nas nie było. Tata miał zostać w pracy do wieczora, a mama pójść dopiero na popołudniu, więc nikt nie będzie przeszkadzał mi i przyjaciółce.
- Ja już będę się zbierał, bo mam jeszcze parę spraw do załatwienia - przeniosłam wzrok na Louisa, który sprawdzał coś na telefonie. - Miło było panią znów zobaczyć, Bonnie - wstał i pożegnał się z nią, a następnie uśmiechając się krzywo podszedł do mnie. - Nie przemęczaj nogi, jutro się może zobaczymy - nachylił się do mojego ucha, udając że całuje mnie w policzek. - Przyjdę wieczorem zająć się tobą - wyszeptał, a moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
- Najpierw przestań podrywać moją mamę - odszeptałam i wiedziałam, że śmiał się teraz w duchu, a kąciki jego ust były uniesione w lekkim uśmiechu - dupek.
Śmiejąc się na głos ucałował mój policzek i wyszedł z domu, a mama uśmiechała się do mnie czule.
- Coś nie tak? - uniosłam brwi, mając wrażenie, że mam coś na twarzy.
- Nie skarbie, po prostu cieszę się, że jesteś szczęśliwa - podniosła się z fotela i podeszła do mnie. - Widać, że ten chłopak darzy cię wielkim uczuciem, a ty jego - ucałowała moje czoło.
- Bo tak jest - uśmiechnęłam się, wiedząc, że tak jest naprawdę.
- Taki chłopak, to skarb - chwaliła go - i nie możesz dać go sobie odebrać, żadnej zołzie.
- O mój Boże, mamo! - zaczęłam się śmiać głośno, a ona założyła ręce pod piersiami, wydymając dolną wargę, przez co mój śmiech stał się jeszcze bardziej histeryczny. - Zołzie? Kto tak w ogóle mówi?
- Jesteś okropna dla swojej matki - udawała urażoną, ale idąc do kuchni kręciła głową rozbawiona.
- Też cię kocham!


- Nie wierzę, że Liam nic mi nie powiedział - dziewczyna zaczęła chodzić nerwowo po pokoju. - Jak mógł zataić przede mną to, że zostałaś porwana?! - wyrzuciła ręce w powietrze.
Powinnam była przewidzieć, że kto jak kto, ale Cass nie da sobie sprzedać śpiewki, że się potknęłam o jakiś badyl i skręciłam kostkę, więc opowiedziałam jej wszystko. Była moją przyjaciółką i zasługiwała na to, żeby znać całą prawdę, aczkolwiek cieszyłam się, że dopiero teraz, a nie, gdy zostałam porwana. Martwiłaby się niepotrzebnie, a teraz miała przynajmniej pewność, że żyję cała - prawie - i zdrowa - też nie do końca.
- Czekaj... - zmrużyłam oczy - a czemu Liam miałby ci o tym powiedzieć? Przecież cię nawet nie było w Doncaster.
Cassie stanęła, zdając sobie sprawę, co powiedziała przed chwilą. Przysiadła obok mojej skręconej nogi i poklepała ją nerwowo. Jęknęłam z bólu.
- No chyba cię porąbało - podniosłam nogę i przesunęłam ją dalej od niej.
- Faith, tylko nie bądź zła - ponagliłam ją ruchem ręki - bo ja wcale nie byłam w Australii.
- No co ty powiesz? - odrzekłam ironicznie. - Czyli co, z Liamem to jednak nie była jednorazowa przygoda i okłamałaś mnie co do planów wakacyjnych?
- No nie była - wstała z łóżka, ignorując drugie pytanie - chcesz lody?
Gdy wzruszyłam ramionami, udała się do kuchni, pozostawiając mnie z myślami. Powinnam była być w tym momencie cholernie zła na przyjaciółkę, ale sama początkowo ją okłamywałam w sprawie wypadku i Louisa, więc kim jestem żeby ją teraz osądzać. Niepokoił mnie tylko fakt, że Liam jest kumplem Tommo, co znaczyło, że Cassie zawsze mogła być narażona na jakieś niebezpieczeństwo. Ale mimo to cieszyłam się, że to właśnie z nim jest blondynka, bo to naprawdę dobry chłopak i przekonałam się o tym na własnej skórze już nie pierwszy raz. Nie zapomnę wieczoru, gdy Louis podczas domówki u Rynoldsów zajmował się Vicky - co mnie strasznie zdenerwowało - a na przystanku to właśnie Liam się mną zaopiekował. Już wtedy polubiłam tego chłopaka, nawet nie widząc, że był znajomym Lou,
Kręciłam głową przyglądając się białemu sufitowi, który nie był zbyt równo pomalowany. Muszę przyznać, że mamy bardzo artystyczną duszę z Lilah. W jednym miejscu, gdzie farba nam się skończyła i jakimś cudem druga była bielsza powstał wzór przypominający jakiegoś żółwia, a w innym mazidło przypominało tęczę. Całe szczęście, że tata nie zgodził się, żebyśmy mu pomogły malować ściany, bo dzięki temu chociaż one się ładnie prezentują.
- Faith, chcesz coś z kuchni?! - usłyszałam krzykliwy głos przyjaciółki.
Wzięłam do ręki starego smartphone'a, który musiał mi wystarczyć, dopóki rodzice się nie zlitują i nie kupią mi nowego telefonu. Po wpisaniu wszystkich numerów, które zebrałam, włącznie z tymi od Cass - czyli Luka, Trish i Dereka - wysłałam grupową wiadomość informując o nowym numerze.
Dzięki Parker za utratę numeru i bawienie się teraz w to gówno. Normalnie będę ci wdzięczna do końca swego życia.
Gdy nacisnęłam przycisk podświetlający wyświetlacz, ukazała się informacja o czterech wiadomościach. O tak, wszyscy kochają Faith Anne Collins! Po odblokowaniu telefonu okazało się jednak, że trzy z nich były od operatora sieci, a ostatnia od mojego chłopaka. Długo się zastanawiałam jak powinnam go teraz zapisać. Furious i Speed Master były głupie zważywszy na to, że byliśmy parą, a gdyby to zobaczył to pewnie nie skakałby z radości. Tommo było zarezerwowane dla przyjaciół, a nie oszukując się - byłam dla niego kimś więcej niż przyjaciółką. Louis było bezpieczne i do czasu, kiedy miałam do niego jeszcze jakiś dystans, więc koniec końców zapisałam jego numer jako Lou.

________________________________________________________
Nadawca: Lou
Wysłano: 26 lipiec 2012, 21:58

Spusz/? Jest chuowo w tym barze ie przyjde za nieugo
KOCHAM CUE

________________________________________________________


Nie trzeba było być geniuszem, aby się zorientować, że nie był trzeźwy na umyśle. Rozważałam odłożenie telefonu, gdy do pokoju wreszcie zawitała blondynka, ale przypomniałam sobie jak Louis reagował, gdy mu nie odpisywałam na wiadomości.

_______________________________________________________
Odbiorca: Lou
Wysłano: 26 lipiec 2012, 22:06

Jest u mnie Cassie teraz, ale jeśli masz zrobić coś głupiego, to bądź za godzinę
Też Cię kocham, ale nie pij więcej x

______________________________________________________

Rzuciłam telefon na łóżko, po czym schyliłam się, aby wyciągnąć z półki przy łóżku opakowanie z tabletkami. Cassie położyła się obok z wyciągniętą ręką w moją stronę.
- Na anemię - wytłumaczyłam, biorąc od niej szklankę z wodą.
- Powinnaś zacząć jeść jak człowiek, to byś nie miała dodatkowego problemu - wywracając oczami połknęłam tabletkę i przepiłam ją wodą. - Popatrz na mnie - przejechała ręką z góry do dołu, prezentując sylwetkę - okaz zdrowia. 
- Wiesz, że jesteś straszną suką? - odłożyłam opakowanie na miejsce, a pustą szklankę na półkę. 
- I za to tak bardzo mnie kochasz - podała mi łyżeczkę, uśmiechając się głupio. 
- Nie kocham, zdradzasz mnie z Liamem - wzięłam od niej pudełko z lodami czekoladowymi i otworzyłam je. 
- A ty z chodzącą bombą seksu - Louisem Tomlinsonem - szturchnęła mnie w ramię, śmiejąc się pod nosem. - Jesteśmy kwita. 
- Masz farta - zaśmiałyśmy się, nabierając na łyżeczki trochę lodów.
Brakowało mi tego, tak spokojnie spędzonego popołudnia i wieczoru, bez żadnych awantur, porwań czy innych przygód. 

Cassie zebrała się przed dwudziestą trzecią, i gdy kulturalnie jej nie odprowadziłam do drzwi odczytałam wiadomość od Lou, w której to chciał, żebym zostawiła otwarte okno, żeby mógł wejść przez nie. Odpisałam mu szybko, że drzwi są otwarte i żeby się nie wydurniał, bo i tak ktoś musiał je zamknąć od środka, a mi się nie chciało zbytnio schodzić na dół z kulą u nogi. Lepiej dla niego, żeby nie obudził rodziców lub Lilah. 
Przeglądałam różne strony na laptopie, powstrzymując się od zaśnięcia, gdy usłyszałam, jak ktoś krząta się po kuchni. Odłożyłam laptopa koło łóżka i już chciałam wstać, aby wybadać sytuację, ale wtedy w drzwiach pokoju pojawił się Louis jedzący jakąś kanapkę. Uniosłam brwi na ten widok.
- Jasne, czuj się jak u siebie - przesunęłam się na lewą stronę łóżka. - I smacznego.
- Dziuęki - mówił z pełną buzią. - Stłęskniłem się - zamknął drzwi na klucz i rzucił się na łóżko. 
- To mówisz, że się nudziłeś beze mnie? - przytuliłam się do niego, gdy objął mnie ramieniem. - Przyznaj, że żyć beze mnie nie możesz.
- Nie - wziął ostatniego kęsa i odczekał, aż przeżuł wszystko. - z Alexa zrobiła się straszna księżniczka Alexis - prychnął - i zamiast pić jak człowiek cały czas pisał z Arią.
- Daj mu spokój - położyłam głowę na jego klacie - zakochany jest chłopak.
- Jest cipką po prostu - zdjął buty - dlatego dziś śpię z moim Osiołkiem.
Podniósł się do pozycji siedzącej i rozebrał się do samych bokserek, po czym wrócił do wcześniejszej pozycji, tuląc mnie do siebie.
- To dobrze, bo jestem strasznie śpiąca - mówiłam ziewając.
- A ty co robiłaś ciekawego? - przykrył nas kołdrą.
- Cassie była u mnie - przymknęłam zmęczone oczy - rano ci opowiem - śpij dobrze, Lou.
- Ty również kochanie.