poniedziałek, 27 lipca 2015

Rozdział 41



- Louis, ale mnie ta noga już naprawdę nie boli. Nie pokażę się z tym czymś - wskazałam na gips - w szpitalu.
- Faith, to tylko szpital - szatyn wywrócił oczami - tam co druga osoba ma jakiś gips. Po prostu chodźmy już, bo zaraz pojadę bez ciebie.
Między mną a Louisem była dość nerwowa atmosfera, bo to był ten moment, kiedy mogliśmy jechać odebrać wyniki moich badań. Co gorsze, pielęgniarka, która do mnie dzwoniła, kazała nam skonsultować wyniki z lekarzem, ponieważ nie były dobre. To oznaczało, że na pewno jestem na coś chora i mimo tego, że starałam się zachowywać jak zwykle, to moje ręce trzęsły się jak galaretka. Dopiero co wyznaliśmy sobie z Louisem miłość, a ja bałam się, że nie będę miała dużo czasu na nacieszenie się tym, jeśli jest to jakaś śmiertelna choroba. Niebieskooki też starał się być spokojny, ale jego przygryzanie wargi i ciągłe przeczesywanie palcami włosów, zdradzało, że stresuje się tak samo jak ja. Kocham go, a on kocha mnie i miałam nadzieję, że się to nie zmieni, gdy dowiemy się, co mi dolega. Wiedziałam, że Tommo mnie nie zostawi, ale wciąż w mojej głowie pojawiały się czarne scenariusze. Ufam mu bezgranicznie, ale bycie z chorą dziewczyną mogłoby być dla niego zbyt ciężkie. On ma już wystarczająco problemów, a ja nie chcę być kolejnym. Nie kontynuując rozmowy, ruszyliśmy do auta. Im bliżej szpitala byliśmy, tym bardziej moje ręce się pociły, a serce biło jakby miało wyskoczyć. Dłonie Louisa były mocno zaciśnięte na kierownicy i nie zdziwiłabym się, gdyby ją zgniótł. W końcu po Furiousie można się spodziewać wszystkiego.
- Nie stresuj się, to na pewno nie jest nic poważnego - gdy wyszliśmy z auta, Tommo złapał moją dłoń w swoją, i splatając nasze palce, gładził kciukiem moją dłoń.
- A jeśli jest? - spojrzałam na niego, starając się zapanować nad łzami, które pojawiały się w moich oczach.
- Poradzimy sobie. Jestem tutaj z tobą i nigdzie się nie wybieram, jasne?
Pokiwałam głową, przyglądając się ludziom, którzy spacerowali po korytarzach w szpitalnych piżamach. Szybko otarłam łzę, spływającą po moim policzku. Zdałam sobie sprawę, że niedługo mogę być jedną z nich. To nie mogło się dziać teraz. Teraz, gdy udało mi się znaleźć tego jedynego, z którym chciałam być już do końca życia.
Gdy odebraliśmy kartkę z wynikami badań, które nie mówiły mi kompletnie nic, obydwoje ruszyliśmy do gabinetu jednego z prywatnych lekarzy, którego oczywiście opłacił Louis, nie pozwalając mi tego zrobić samej.
- Faith - szatyn stanął przede mną układając swoje dłonie na moich ramionach - Cokolwiek nie powie nam lekarz, musisz wiedzieć, że sobie z tym poradzimy. Zrobię dla ciebie wszystko, choćbyśmy mieli lecieć na drugi pierdolony koniec świata, aby cię wyleczyć. Nie zostawię cię, przysięgam.
Płacząc wtuliłam się w ciało mężczyzny. Potrzebowałam tych słów zapewnienia. Po chwili zapukałam do drzwi i z mocnym uściskiem w żołądku weszłam do środka. Razem z Tomlinsonem usiedliśmy na przeciwko młodego lekarza, który niemal zarażał uśmiechem. Gdy wyjaśniliśmy mu z jakiego powodu się tutaj znaleźliśmy, czarnowłosy mężczyzna zaczął analizować wyniki moich badań. Złapałam za dłoń Louisa, patrząc jak zmarszczka miedzy brwiami lekarza powiększa się. Czułam jak znowu robi się słabo. To na pewno jakiś nowotwór. Po chwili czarnowłosy mężczyzna odłożył kartki na biurko i spojrzał na mnie.
- Niech się pani nie stresuje, to nie jest dobre w pani stanie - uśmiechnął się pocieszająco.
- W jej stanie? Więc to ciąża, prawda? - zapytał Louis mocniej ściskając moją dłoń.
- Nie do końca. Miałem na myśli, że nie może się stresować, bo ma poważną anemię.
Poczułam jak ciężar z mojego serca spada i teraz miałam ochotę wstać i po prostu zacząć tańczyć z radości. Dwa oddechy ulgi wydostały się z moich i ust chłopaka w tym samym czasie.
- I widzę, że pan pragnie ciąży, ale teraz to nie jest wskazane - mężczyzna ponownie spojrzał na kartki z wynikami badań. - Macie szczęście, że nie przyszliście miesiąc później, bo twoje wyniki są naprawdę fatalne. Mimo iż anemia nie wydaje się czymś poważnym, to w twoim wypadku jest. Na dłuższa metę mogłoby to doprowadzić do innych - dużo cięższych do wyleczenia - chorób, a nawet do białaczki. Przepiszę ci tabletki i najlepiej zapisz się do dietetyka. Nie możesz się teraz stresować i całkowicie musisz zrezygnować z wysiłku fizycznego. Zero biegania i innych przemęczeń tego typu - podniósł na nas wzrok, wypisując receptę - Nie każdy organizm przyjmuje ten rodzaj tabletek, więc w razie gdyby pani zaczęła wymiotować, proszę natychmiast się zgłosić na wizytę. W porządku?
- Tak - pokiwałam głową z uśmiechem ulgi, bo w końcu wszystko miało być dobrze
- A pan niech pilnuje żony, aby się nie przemęczała i nie uprawiała sportu.
- A seks? - na pytanie Louisa poczułam gorąco na moich policzkach. Żenujące było to, że po pierwsze lekarz wziął nas za małżeństwo, a po drugie pieprzony Tomlinson zapytał o to z emocjami, jak na rybach. Oczywiście, też byłam tego ciekawa, ale nadal to nie był komfortowy temat do rozmów.
- Wszystko powinno być w porządku o ile - spojrzał na kartkę - Faith będzie miała na to siłę i oczywiście będzie po jakimś posiłku. Więc to zależy od żony i oczywiście nie powinien pan na nią naciskać, jeśli ona nie czuje się wystarczająco dobrze. Najważniejsze jest w tym momencie, abyście nie wyszli z założenia, że to nic poważnego. Musi pani o siebie dbać i gdy tylko poczuje się pani słabiej, należy przerwać wszystkie czynności i położyć się, albo pani po prostu zasłabnie.
Lekarz jeszcze przez jakiś czas mówił coś o hemoglobinie, a ja oczywiście udawałam, że rozumiem, o co chodzi. W rzeczywistości nie mam nawet pojęcia czym jest hemoglobina. W końcu z receptą w dłoni wyszłam z gabinetu i od razu pocałowałam Tomlinsona, co prawdopodobnie go zaskoczyło, ale zarazem ucieszyło, bo zaczął uśmiechać się przez pocałunek. Mimo tego, że miałam tą cholerną anemię i musiałam teraz o siebie dbać, byłam szczęśliwa. Nie zanosi się na to, abym miała umrzeć młodo i to było najważniejsze. Przeniosłam dłonie na policzki szatyna, pogłębiając pocałunek i nie przejmując się zazdrosnymi sukami. W końcu odsunęłam się od Tommo i zobaczyłam szeroki uśmiech na jego twarzy.
- Nawet nie wiesz, jak kurewsko się stresowałem - stanął przede mną, odwracają się plecami w moją stronę, aby wziąć mnie na barana. Zgodziłam się bez zastanowienia, bo chodzenie z gipsem na nodze jest naprawdę trudne.
- Ty się stresowałeś? To nie ty myślałeś, że umrzesz.
- Wolałbym sam umrzeć, niż gdybyś ty miała to zrobić, więc wierz mi, Osiołku - stresowałem się jak nigdy. Ale nie gadajmy już o tym gównie. Popołudniu podjadę pod te tabletki, a teraz wracajmy do domu. Lottie mi napisała, że przyszły do domu na basen, więc po pierwsze muszę im powiedzieć, że wróciliśmy wcześniej z wakacji, a po drugie muszę pilnować tego gówniarza, żeby nie pozwalał sobie na zbyt wiele - prychnął - Jest u nas od trzech dni, a już mam ochotę go wyjebać z domu. Kurwa, wcale nie dziwię się jego rodzicom, że to zrobili.
- Przestań - zaśmiałam się - On jest w porządku i jest zabawny.
- Ale nie potrafi być poważny dłużej niż jebaną minutę. Wiesz co? Wczoraj powiedziałem mu, żeby poszedł na zakupy. A ten skurwysyn powiedział, że nie jego dom więc nie będzie się pieprzył z zakupami. Miałem mu już poważnie jebnąć w ten pusty łeb, ale Dean mnie powstrzymał.
Nie skomentowałam tego, bo co mogłam powiedzieć? Fred po części zasługiwał na poważny wpierdol z rąk samego Furiousa, ale zarazem był cholernie śmieszy i polubiłam go. Gdy dojechaliśmy do domu i wyszliśmy z auta, Louis zaczął rozglądać się po garażu, a ja zmarszczyłam brwi, nie wiedząc, o co może mu chodzić.
- Gdzie jest kurwa Nissan? - zapytał bardziej sam siebie, niż mnie, zaciskając mocno pięści
Dopiero wtedy zauważyłam, że w garażu brakuje najdroższego i najlepszego auta wyścigowego Tomlinsona. Orientując się, że szatyn idzie do domu, szybko poszłam za nim. Niemożliwe było, aby ktoś ukradł auto przy takich zabezpieczeniach. Przysięgam, że łatwiej jest włamać się do banku niż do tego domu.
- Alex! Chodź tu kurwa natychmiast! -wzdrygnęłam się na głośny krzyk chłopaka. Zdążyłam przywyknąć, że Lou już nie denerwuje się tak często jak kiedyś i bardziej panuje nad emocjami, więc zaczynam się odzwyczajać od jego dosłownie mrożącego krew w żyłach głosu, gdy jest wściekły.
Po sekundzie do salonu przybiegł blondyn, który wcześniej był w swoim pokoju. Był bez koszulki, więc zlustrowałam go wzrokiem. Jego mięśnie były całkiem całkiem, ale do wyglądu Tomlinsona jeszcze mu brakowało.
- Gdzie jest Nissan?
- Serio po to mnie ściągasz? Właśnie przerwałeś mi grę wstępną z Arią - prychnął, a ja siadłam na kanapie, powstrzymując śmiech, zauważając w tej sekundzie odbitą szminkę na jego klacie - W garażu, a gdzie indziej może być? Z tego co kojarzę, to nie parkujemy aut w kuchni - wywrócił oczami
- To albo ja jestem ślepy, albo ty kurwa tępy, bo w garażu go nie ma. Pierdoli mnie, że nie zamoczysz. Masz się dowiedzieć gdzie jest auto.
- Na pewno go nie ma? - zmarszczył brwi - Pewnie tylko go nie zauważyłeś, a ktoś go przeparkował. Przecież nikt z nas by go nie wziął... Chyba że...
W tym momencie wypowiedź Alexa przerwał dźwięk otwieranych drzwi i radosne śmiechy. Wszyscy jak na zawołanie przenieśliśmy wzrok na drzwi garażowe. O ja pierdole, on już nie żyje. Uniosłam brew na widok Freda, który zdawał się nas kompletnie nie zauważać. Jedną ręką obejmował w tali Lottie, a drugą Lilah.
- Mogę was częściej zabierać na takie przejażdżki, skoro wam się tak podoba - brunet poruszał brwiami przenosząc wzrok z jednej blondynki na drugą
Wiedziałam, że moja siostra i Lottie nie są najmądrzejszymi nastolatkami na świecie, więc nic dziwnego, że ich spotkanie z Fredem-Mam-Wyjebane-Na-Wszystko dokładnie tak się skończyło. Mimo to miałam ochotę przywalić Lilah w tą pustą głowę, uprzednio zmazując jej cały ten makijaż, który na czternastolatkę jest zbyt mocny. Wiedziałam, że Fred ma teraz przejebane i nie miałam zamiaru bronić go przed opierdolem ze strony Louisa, bo posunął się za daleko. Spojrzałam na szatyna, czując uścisk w sercu. Wiem, że on stara się panować nad emocjami, ale jego charakter mu najwyraźniej na to nie pozwala. Już zawsze pozostanie Furiousem, lecz ja nie chcę, żeby się zmieniał. Pokochałam go za to, jaki jest, jak się zachowuje. Kocham tego bezczelnego chłopaka.
Twarz Louisa była cała czerwona ze złości, a Alex był tak zaskoczony jak ja. Fred miał wszystko gdzieś, ale chyba zapomniał o dość istotnym fakcie. Louis nie kocha nikogo bardziej od swojej siostry i samochodów. Nie wiem w której sekundzie Tommo rzucił się na bruneta, popychając go na ścianę. Zarówno z ust Lottie, jak i Lilah wyrwał się pisk. Ręka niebieskookiego cofnęła się do tyłu, a jego plecy napięły się. Przygryzałam wargę i obróciłam głowę, wiedząc co to oznacza.
- Ty pierdolony skurwysynie! - zaraz po przerażającym krzyku mojego chłopaka, usłyszałam głośny huk, a następnie przepełniony bólem krzyk Freda. Słyszałam Alexa krzyczącego coś do dziewczyn, ale nie zwróciłam na to uwagi, bo już po chwili usłyszałam żałosny jęk z ust Louisa. Wstałam gwałtownie z łóżka i z łzami w oczach, patrzyłam, jak z ust szatyna zaczyna płynąć stróżek krwi, a Fred masuje swoją dłoń. Ten gówniarz właśnie odważył się uderzyć Speed Mastera.
- Zapłacisz za to - wysyczał przez zęby, po czym biorąc kolejny zamach, wykonał mocny cios w brzuch Freda. Brunet skulił się, a następnie trzymając się za swój brzuch upadł na podłogę - Mówiłem ci, prosiłem cię do kurwy - przerwał wykonując kolejne uderzenie, po którym nastąpił znowu jęk - ale ty nie posłuchałeś. Nie popuszczę ci tego, nie tym razem.
Podbiegłam do chłopaka, tak samo jak płacząca Lottie, która po sekundzie została odciągnięta przez Alexa. Każdy coś krzyczał, a po chwili głosy się nasiliły, gdy wszyscy zbiegli się do salonu. Płakałam bo byłam bezsilna. Płakałam, bo bałam się, że Louis nie opanuje się. Wciąż wykonywał mocne ciosy, będąc w swoim własnym świecie.
- Przestań Louis! Słyszysz?! Opanuj się! - krzyczałam żałośnie niemal dławiąc się swoimi łzami, gdy oplotłam swoje dłonie wokół jego bicepsa, starając się go odciągnąć. Minęły może dwie sekundy zanim zostałam przez niego mocno odepchnięta upadając na podłogę - Zróbcie coś! Nie patrzcie tak!
Dopiero po moich słowach Zain i Dean odciągnęli Tomlinsona od Freda, który starał się osłaniać twarz swoimi dłońmi. Gdy odsunął je od twarzy zobaczyłam zakrwawiony nos i mocno obity policzek, przez co wybuchnęłam płaczem, jeszcze bardziej - o ile to możliwe. Wtuliłam się w ciało Lilah, która kucnęła obok mnie i objęła mnie swoimi chudymi rękoma. Czułam zawroty w mojej głowie, ale to nie ja byłam w tym momencie najważniejsza. Spojrzałam na Louisa, który brał głębokie wdechy i wydechy, patrząc na mnie. Jego ręce były nadal przytrzymywane przez chłopaków, a ja poczułam się jakby był jakiś pieprzonym bandytą i zaraz miałby zostać skuty w kajdanki. Aria i Chloe podbiegły do Freda, a Alex mocno przytulał do siebie Lottie, która histeryzowała tak jak ja, albo nawet bardziej. Mimo kurewsko bolącej kostki podniosłam się i podeszłam do szatyna. Tommo patrzył na mnie tym zagubionym wzrokiem, a ja wiedziałam, że teraz dochodzi do niego wszystko co się stało. Przeniosłam wzrok na Freda, który podtrzymywany za ramiona przez dziewczyny powoli podniósł się z podłogi. Zrobił źle, bo wiedział ile dla Louisa znaczy Lottie. Zrobił mu na złość, ale nadal nie zasługiwał na to.
- Koniec jebanego przedstawienia. - Tommo wyszarpał swoje ręce z uścisku Zaina i Deana, rozglądając się po pokoju - A z wami - wskazał najpierw na Freda, a potem na Lottie - mam jeszcze do pogadania. Nie myślcie, że to kurwa koniec.
Zaraz potem złapał moją dłoń i pociągnął mnie do swojego pokoju, który na szczęście jest na parterze, bo teraz - z moją cholernie bolącą kostką -nie dałabym rady wejść po schodach. Louis zamknął za nami drzwi na klucz, po czym od razu popatrzył na mnie.
- Jesteś blada. Jak bardzo źle się czujesz? Mocno cię odepchnąłem? Kurwa, przepraszam Faith - mówił tak szybko, że ledwo go rozumiałam. Tak samo jak on, byłam pod wpływem emocji i czułam jak po moich policzkach nadal płyną łzy - Boli cię coś? - kontynuował, przeczesując palcami włosy - Jeśli tak, to jedziemy do szpitala. Nie płacz już, proszę. Nie chciałem, żebyś to widziała, ale on na to zasługiwał. Faith... - wziął mnie na ręce, a następnie położył na łóżku - on musiał za to zapłacić
- Louis, twoja warga krwawi - wyszeptałam, ocierając dłonią łzy.
- Teraz ty jesteś najważniejsza, a nie jakaś warga. Boli cię coś?
- Nie - skłamałam, bo w rzeczywistości upadłam na skręconą kostkę, która teraz niemiłosiernie pulsowała.
Niebieskooki skinął głową, a następnie położył się obok mnie i tak samo jak ja, patrzył w sufit, rozmyślając. Fred nie mógł pojechać do szpitala, bo wtedy podejrzewaliby pobicie, a to nie skończyłoby się dobrze. Martwiłam się też o Lottie, bo była przerażona, a teraz pewnie boi się jeszcze bardziej, wiedząc, że Louis ma z nią do pogadania. Oni nie mają, żadnej rodziny oprócz siebie i są dla siebie cholernie ważni. Dlatego Louis tak bardzo się wściekł i dlatego ona tak bardzo histeryzowała.
- Kocham cię, Faith.
- Kocham cię, Louis.