niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 36



*Faith*

Nie ufałam temu Malikowi. Kiedy Chloe wróciła do pokoju i oznajmiła, że pomoże nam stąd uciec, wcale nie odczułam ulgi czy radości. W końcu był sługusem Parkera i kto może wiedzieć czy nie chce nas w coś wrobić. Jak to stare przysłowie mówi "umiesz liczyć, licz na siebie". Dlatego perspektywa pomocy osób, które nas wcześniej porwały nie przekonywała mnie nawet w najmniejszym stopniu. Chloe myślała, że jestem ślepa, ale widziałam, że leci na tego Malika i nie zamydli mi oczu tym, że to wszystko na potrzeby jej planu ucieczki. Co prawda, gdy zemdlałam przejął się tym i nawet zrobił mi coś do jedzenia, ale z drugiej strony, co jeśli to oni nam coś wcześniej wsypywali do picia, jedzenia i to po tym mdlałam? To wszystko było takie pokręcone. Jedynie myśli o Louisie utrzymywały mnie jeszcze w nadziei, że się wydostaniemy z tego całego bagna. Wyobrażałam sobie, jak jego mięśnie na ramionach zaciskają się pod wpływem wymierzanego ciosu prosto w krzywy nos Parkera, który się prostuje. Zaczęłam się histerycznie śmiać, bo to by był zajebisty widok.
- Faith, wszystko w porządku z tobą? - Chloe patrzyła na mnie nieodgadnionym wyrazem twarzy, trzymając w ręce niedojedzoną kanapkę z masłem orzechowym.
- W sumie, to nie - przestałam się śmiać. - Co tu może być w porządku? To, że jesteśmy w jakieś gównianej willi, z której nie ma wyjścia? To, że Louis jest teraz nie wiadomo gdzie i znając jego pewnie wybucha złością na każdą napotkaną osobę? Jeszcze na dodatek zaufałaś bandycie! - spuściłam wzrok bezradna, a po chwili poczułam dłoń na swojej.
- Faith, wiem, że tracisz nadzieje - mówiła spokojnie i ściszonym głosem, jakby rozmawiała z dzieckiem - ale Tommo nas tutaj nie zostawi. Nie on, nie nasza wspólna rodzina. - Słysząc jej słowa podniosłam na nią wzrok. - Co tak patrzysz?
- Nasza wspólna rodzina? - Zmarszczyłam brwi, czekając na odpowiedź dziewczyny.
Poczułam dziwne, aczkolwiek przyjemne uczucie wypełniające mnie od środka. Wiedziałam, że oprócz Lottie żadne z domowników nie było rodzeństwem Louisa, a mimo to wszyscy tworzyli rodzinę. Zazdrościłam im tej więzi, mogli liczyć na siebie w każdej sytuacji, a czy ja mogłam to samo powiedzieć o mojej paczce ze szkoły?
- Oj Faithunia Faithunia - pokręciła głową rozbawiona. - Jesteś członkinią naszej rodziny już od dnia, kiedy Louis po raz pierwszy przyprowadził cię do naszego domu.
Uśmiechnęłam się na te słowa, bo to przywołało wspomnienie pierwszego spotkania z Lou. Gdybym nie jechała wtedy sama z imprezy, w dodatku tą konkretną trasą, nie brakłoby paliwa w baku, to na mojej drodze nie pojawiłby się bad ass, którym niewątpliwie był i jest Louis Speed Master Tomlinson. Był wtedy taki wkurzający i irytowało mnie każde jego słowo. Wszyscy twierdzili, że powinnam się była bać Furiousa, ale ciągnęło mnie ku niemu i czułam, że nie jest taki, jak opisują go inni.
- O czym myślisz? - Głos Chloe przywrócił mnie do rzeczywistości.
Teraz zajadała się kolejną kanapką, przy czym wyglądała jak pięcioletnie dziecko.
- Przypomniało mi się pierwsze spotkanie z Lou - nie byłam pewna, czy chcę opowiadać o tym dziewczynie, bo to było coś intymnego, co dotyczyło tylko mnie i Tommo. - Gdy mnie zabrał do waszego domu, zazdrościłam wam takiego beztroskiego życia. Teraz wiem, że nie jest takie kolorowe, na jakie wyglądało. - Przyznałam, i czekając na odpowiedź zagryzłam dolną wargę.
- Też myśleliśmy, że jesteś kolejną dziunią Louisa, którą zaliczy i więcej się do niej nie odezwie, ale jak widać - gestykulowała dłońmi chcąc za pewne pokazać cały dom - dalej jesteście razem, a my jako najlepsze psiapsiółeczki spędzamy razem "wakacje" - zrobiła sztuczny nawias palcami w powietrzu. - Wszyscy cię kochamy jak siostrę i nie pozwolimy, żeby ci się coś stało - puściła mi oczko.- Uwierz, wszyscy faceci cię uwielbiają, co też wkurwia tego zazdrośnika, ale to znaczy, że należysz do naszej paczki i każdy oddałby za ciebie życie. Cieszę się, że Louis się w tobie zakochał, bo sama pokochałam cię jak siostrę.
Pierwszy raz odbyłyśmy taką rozmowę, a wszystko to, co powiedziała blondynka było takie szczere. Też ich wszystkich uwielbiałam, ale nie miałam tak do końca pewności, czy oni nie udają, że mnie lubią, tylko ze względu na Tommo. Ale teraz, po tym co powiedziała Chloe, wiedziałam, że znaczę dla nich tyle samo, co oni dla mnie. Trochę zaskoczyło mnie, gdy wspomniała o tym, że Louis się we mnie zakochał. Skąd mogła to wiedzieć, skoro nawet ja nie znałam jego uczuć. Jednak po tym wszystkim, co usłyszałam od przyjaciółki, musiałam jej zaufać i wierzyć, że plan Malika zadziała. Zerknęłam na elektroniczny zegarek widniejący na piekarniku. Pokazywał godzinę 1:57.
- Czas do łóżka - skinęłam znacząco do dziewczyny.
Wzięłyśmy po łyku herbaty z kubków i udałyśmy się w stronę piętra. Po drodze minęłyśmy Jaya, czekającego na koniec zmiany.
- Idź do pokoju, ja jeszcze skorzystam z kibelka - uśmiechnęła się szeroko, widząc kręcącego głową mięśniaka. - No co, dziewczynki też robią kupkę.
Ledwo powstrzymałam się od wybuchu śmiechu, więc szybko skinęłam głową i pobiegłam do pokoju. Ta dziewczyna jest niemożliwa. Teraz pozostawało sprawdzić, czy ten Zain zostawił telefon, jak obiecywał. Miałam nadzieję, że Jay się niczego nie domyśli i nie złapie Chloe na gorącym uczynku.


*Louis*

Było po 2:00 a my zdążyliśmy dopiero odhaczyć pierwszy punkt planu. Miałem nadzieję, że tego nie spierdolą, bo im łby rozpierdole. Teraz siedzieliśmy z Liamem i Willem w Jeepie, a Payne starał się namierzyć lokalizację dziewczyn. Kumpel był najlepszym hackerem i zwiadowcą w całej Wielkiej Brytanii, a mimo to miał pieprzone problemy. Wiedziałem, że to nie będzie takie proste, bo ta cipa Parker musiał sobie wszystko zaplanować. Ale ktoś coś musiał wiedzieć. Gdzie jest jakaś speluna czy jakiś stary magazyn. Nie mogłem sobie wyobrazić Faith w takim miejscu, no kurwa no nie.
- Louis, możesz nie kopać tą nogą w siedzenie z łaski swojej? Nie mogę się skupić. - Spojrzałem mrożącym wzrokiem na pieprzonego Willa, który szukał w swoim tablecie podejrzanych miejsc w tej okolicy.
- Pieprz się Rynolds - i zacząłem kopać jeszcze mocniej, bo kurwa czułem się taki bezradny.
Wiedziałem, że jedynie wywrócił na mnie oczami czy inne pieprzone gówno, ale miałem to głęboko w mojej seksownej dupie. W ogóle to z jakiej racji ja miałem siedzieć z tyłu? Ja nigdy nie siedzę z tyłu. Ale nie miałem ochoty na kłócenie się z tymi debilami, bo do nich nic nie docierało. Czułem się jak jakaś ciota, bo nie mogłem nijak im pomóc, a siedzenie na miejscu jeszcze bardziej mnie rozkurwiało.
Wyciągnąłem telefon, żeby zadzwonić do Alexa i sprawdzić jak im idzie, ale poczułem wibracje, a na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od nieznanego numeru. Przesunąłem palcem po ekranie.

_____________________________________________________
Nadawca: Nieznany
Odbiorca: Louis
Wysłano: 13 lipiec 2012, 2:28

Louis to ja Chloe. Nie mamy duzo czasu. Pomaga nam jeden z porywaczy - Zain Malik brunet o sniadej cerze wiec masz mu nic nie zrobic rozumiesz?! On nas wyprowadzi, wiec czekajcie na nas za godzine pod tym adersem Richmond 5472.
KOCHAMY WAS!
Ps. Faith chyba ma straszna chcice na ciebie wiec zbieraj ta swoja sexy dupe i sie streszczaj.

_____________________________________________________


Odczytałem wiadomość i nie mogłem uwierzyć w nasze popierdolone szczęście. Od razu nabrałem ochoty do życia i bez słowa wyszedłem z auta, aby zasiąść przed kierownicą Infiniti Liama. Gdy już byłem w środku, załączyłem zestaw głośnomówiący i połączyłem się z chłopakami.
- Co ty odpierdalasz? - Pierwszy odezwał się Will, który już mnie wkurwia.
- Dostałem wiadomość od Chloe. - Odpaliłem silnik i zacząłem wklepywać adres w GPS.
- Jak to dostałeś wiadomość? Tak po prostu? - tak, jak Payne byłem w szoku, ale miałem stuprocentową pewność, że to była ona.
- Jedźcie za mną, nie mamy czasu na gadanie. - Ruszyłem, a w lusterku widziałem, jak jadą za mną.
- Skąd wiesz, że to nie podpucha Parkera? - Spytał Will, ale widziałem, że starał się nadążać za mną w jeździe.
- Tak pisze tylko ona, a poza tym lepsze to od bezsensownego czekania.
Wytłumaczyłem im jeszcze co było w treści sms'a, no oprócz części o Faith, bo po chuj im to wiedzieć. Chociaż z drugiej strony ja się niczego nie wstydzę, ale Faith mogłaby się potem rzucać, jak to ona lubi w takich sytuacjach. Świadomość, że miałem ją odzyskać, chociaż minęły pieprzone dwa dni napędzała mnie. Drogi były puste, a mieliśmy pół godziny, więc przyspieszyliśmy.
Wreszcie odzyskam mojego Osiołka, a najważniejsze to, że już miałem pewność, że nic im nie zrobił.
Ta dziewczyna wywróciła moje życie do góry nogami. Już wtedy, podczas wyścigu, gdzie się poznaliśmy zaintrygowała mnie i nie mogłem sobie dać z nią spokoju. Była inna niż te wszystkie laski, które w takiej sytuacji rzuciłyby się na mnie lub zaproponowały zrobienie mi laski. Nie powiem, żebym odmawiał w takich sytuacjach czegokolwiek, ale od kiedy jestem z Faith, nie popatrzyłem na żadną inną laskę, co w sumie jest chore i sam siebie nie poznaję. Najlepsze w tym wszystkim było, że, gdy mnie spotkała, nawet nie wiedziała kim jestem, a całe miasto to wiedziało, jeżeli chodzi o osoby w jej wieku. Ale ten jej cięty język i to, że sama sobie próbowała wmówić, że nie robię na niej wrażenia było dość urocze, tak samo jak ta zmarszczka na czole, która pojawiała się, gdy intensywnie nad czymś myślała. Albo, jak zagryzała dolną wargę, gdy była czegoś niepewna, albo wstydziła się zapytać. To wszystko sprawiło, że coś poczułem do niej i teraz jej brak mnie rozkurwia od środka.
Nie byłem taki, jak każda dziewczyna by chciała, żeby jej chłopak był. Nie mówiłem tych pieprzonych rzeczy w stylu kocham cię do każdej laski jaką zaruchałem czy nawet pobyłem z nią tych parę dni, bo kurwa to jest oszukiwanie i drugiej osoby i samego siebie. Nie wierzyłem, że można kogoś kochać, rozejść się i potem kochać kogoś innego. No jaka kurwa tu logika? Ale takie jest myślenie bab. Nawet nie widziałem tak do końca, co oznacza to słowo - kochać. Czy ono naprawdę ma jakiś pieprzony przekaz, czy to kolejny wymysł lasek, żeby czuły się lepiej, bo ktoś powiedział coś takiego. Chyba liczą się czyny, a nie słowa. Bo to tak, jakbym mówił do tych wszystkich lasek kocham cię, a tak naprawdę każdą miałem gdzieś i zwisało mi co się z nimi dzieje. Tylko na Faith i najbliższych mi zależało i wiem, że zrobiłbym dla nich wszystko. Kurwa, dałbym się zabić za każdego z osobna, gdyby od tego zależało ich życie. Parker to wiedział, ale go przechytrzyliśmy, bo nie zna naszej największej i najskuteczniejszej broni. Bo to w rodzinie jest siła i razem wygramy i damy sobie radę ze wszystkimi problemami. 

Po jakimś czasie dotarliśmy do Richmond. Pierwszy raz byłem w tym miejscu, ale wyglądało na spokojną okolicę. Jednak GPS kierował nas dalej, poza rejony miasta. Zwolniliśmy, gdy zamiast asfaltu na drodze pojawił się żwir z piachem. 
Co to za zadupie?
Po chwili dało się zauważyć zarysy wielkiego ogrodzenia. 
- Słuchajcie, zostawimy tutaj auta, żeby się nie skapnęli i podejdziemy do tego miejsca. - zatrzymałem auto na poboczu, a Will zaraz za mną. 
Wyszedłem z Infiniti i obszedłem oba auta, by wyciągnąć z bagażnika potrzebne rzeczy. 
- No to ruszajmy - Liam był pełen entuzjazmu, więc i nam się udzieliło.
Wzięliśmy po dwa pistolety na wszelki wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Podeszliśmy pod ogrodzenie i czekaliśmy na dziewczyny. Po paru minutach spojrzałem na wyświetlacz telefonu, aby upewnić się, że nikt nie dzwonił. Była 3:04 więc już powinni tu być. A co, jeśli ten koleś co im pomaga okazał się oszustem?
W końcu się doczekałem, a furtka została otworzona.
- Louis! - Zobaczyłem zapłakaną twarz Faith, która podbiegła i rzuciła mi się na szyję. Objąłem ją w pasie wtulając mocniej w siebie. Po chwili odsunąłem ją od siebie, żeby móc się jej przyjrzeć.
- Czemu płaczesz Osiołku? -Skrzywiłem się, bo nienawidziłem widzieć ją płaczącą. 
- To przez to, że jedyne o czym marzyłam przez te dni, to móc cię zobaczyć, dotknąć - przyznała, po czym przygryzła dolną wargę.
- Już jestem - przytuliłem ją do siebie i dopiero zobaczyłem uśmiechniętą Chloe i ciemnowłosego mulata.
- Dzięki za pomoc - wystawiłem rękę w jego kierunku, a ten przybił piątkę.
- Nie ma sprawy, sam chciałem się uwolnić od Parkera, ale musimy już się zbierać, bo Jay może się obudzić w każdej chwili.
Skinąłem głową, więc wszyscy ruszyli do samochodów, ale wtedy poczułem, jak ciało Faith pada bezwładnie w moje ramiona. Zemdlała, co nie było normalne.
- Niech mi ktoś pomoże! - wydarłem się do reszty, na co szybko przybiegli.
- Nie teraz kruszynko - odgarnąłem jej włosy z czoła, mówiąc do niej cicho.
- W aucie mamy wodę, ale musimy się stąd zbierać - zarządził Li.
- Louis - widziałem przejętą twarz Chloe, idącej obok nas. - Musisz wiedzieć, że to nie pierwszy raz, kiedy Faith mdleje, trzeba coś z tym zrobić.
Czemu akurat ją musi to wszystko spotykać?


*Alex*

Czekaliśmy z Deanem i Jackiem na mecie, z nadzieją, że to auto Louisa jako pierwsze przejedzie przez linię. Póki co, wszystko szło po naszej myśli, a Parker niczego się nie domyślił. Martwiło mnie jednak, czy w czasie wyścigu czegoś nie odpierdoli, jak za ostatnim razem. Miałem ochotę mu obić twarz, gdy musiałem z nim gadać, że Louis nawet nie chce na niego patrzeć i czeka na niego w aucie na stracie. Całe szczęście, że jest noc, a Tommo ma przyciemniane szyby. 
Parker próbował mnie wyciągnąć z równowagi, mówiąc, że się zabawiał z naszymi dziewczynami i o mało włos, a bym nie wytrzymał, ale wtedy Jack mnie odciągnął od niego. Nie chciałem zniszczyć planu, a gdybym zaczął bójkę z Parker, to by wszystko poszło się jebać. 
W między czasie, jak czekaliśmy na ich przyjazd pisałem parę razy do Arii, ale ta na nic nie odpowiedziała. Zaczynałem się martwić, czy tym razem nie dopadli jej i Vicky, ale gdy napisałem do szatynki, ta od razu odpisała. Przez to całe porwanie Aria się zmieniła i miała jakby większy dystans do mnie. Nie mogłem na to nic poradzić, wiedziała od początku kim jesteśmy i co się wiąże z byciem ze mną. Faith miała gorzej, bo to Louis ma najwięcej wrogów i to ona została porwana, a dam sobie rękę uciąć, że nie przestanie go kochać. Przecież wszyscy widzą, że są dla siebie najważniejsi i tylko siebie mogą oszukiwać, ale to jest miłość. 
Przeniosłem wzrok na typków Parkera. Na pewno za tymi skórzanymi kurtkami kryły się pistolety, ale my też byliśmy zabezpieczeni. Miałem wrażenie, że mają więcej w mięśniach niż w mózgu, gdy widziałem jak się obściskiwali z prawie gołymi laskami, które przyszły na wyścig. Nie wiem, co faceci widzą w takich pustakach. Najpierw się puszczają z pierwszym lepszym rajdowcem, a potem się dziwią, że wszyscy wyzywają je od dziwek, szmat.
Pokręciłem głową zdegustowany i przeniosłem wzrok w stronę mety, bo coraz głośniej było słychać dźwięk nadjeżdżających samochodów. Zacisnąłem kciuki w pięściach, wyczekując znanego pojazdu. Jednak wszyscy widzieliśmy, jak na ostatniej prostej prowadzi zielono-czarny Lexus.
- Szlak.
Miałem nadzieję, że to czego się nauczyłem Louisa i przekazałem dalej nie pójdzie na marne. Przymknąłem na chwilę oczy, a gdy je otworzyłem, Nissan GT-R prześcignął auto Parkera i przejechał metę jako pierwszy.
- Udało się - powiedziałem sam do siebie, wypuszczając powietrze z ulgą.
Wymieniliśmy spojrzenia z Deanem i Jackiem, przygotowując broń na wszelki wypadek. Jak myśleliśmy, gdy auta się zatrzymały, z jednego wysiadł wściekły Parker i podszedł do auta Tomlinsona. Z rozmachem otworzył drzwi, wyciągając ze spodni pistolet, a nam wszystkim ukazał się osiemnastolatek z brązowymi lokami. Widząc zdziwienie Parkera, wiedzieliśmy, że plan zadziałał.
- Kim ty kurwa jesteś?! 



W zakładce "bohaterzy" zaktualizowałyśmy postacie pojawiające się w opowiadaniu. Jeśli chcecie widzieć, jak wyglądają poszczególne osoby lub przypomnieć sobie jak się nazywają, odsyłamy właśnie tam.