sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 38



*Faith*

Otworzyłam zaspane oczy i szybko podniosłam się z miejsca, przez co poczułam zawroty głowy. Przyłożyłam dłonie do głowy, mocno ją ściskając, a narastający ból stawał się nie do zniesienia. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje od czasu porwania. Traciłam kontrolę nad własnym ciałem już niepierwszy raz, ale miałam nadzieję, że to nic poważnego i teraz wszystko się unormuje. Kiedy poczułam się lepiej, rozejrzałam się po miejscu, w którym spałam jeszcze parę minut temu. Nie był to już jasny pokój, który dzieliłam z Chloe, tylko popielato szary, sprawiający wrażenie tajemniczego, jak jego właściciel.
- Louis - szepnęłam do siebie, czując narastające napięcie pod lewą piersią. - Louis! - tym razem wykrzyczałam jego imię, z nadzieją, że zaraz wyjdzie z łazienki, ale czekało mnie rozczarowanie.
Spojrzałam na dekoderze pod plazmą, który wskazywał godzinę 7:43. Nie chciałam dłużej czekać, więc wstałam z najwygodniejszego na świecie łoża i ruszyłam w celu poszukiwań chłopaka. Zauważyłam, że ktoś mnie rozebrał i włożył ukochaną bluzkę z Supermanem. To musiał być Tommo, tylko on wiedział, że to moja koszula nocna w jego domu. Nie chciałam się wydzierać po całej posiadłości, bo byłam świadoma tego, że inni mogli odsypiać teraz w swoich pokojach, ale gdy wkroczyłam do salonu, jak na złość znajdowało się tam sporo osób. Wzroki wszystkich zebranych spoczęły na moim ciele, a mnie zalała fala gorąca, bo no kurwa. Widziałam jak Jack z Willem perfidnie gapili się na moje odsłonięte nogi. Dupki. Wywróciłam na to oczami, ale nie mogłam się nie uśmiechnąć na widok ich wszystkich.
- Faith! - Jack, jak zwykle promienny podszedł i mocno mnie przytulił. - Tęskniliśmy - odsunął się lekko i szczerząc się rozczochrał moje włosy dłonią. - Nie uciekaj więcej, bo Tommo nam tu wykituje następnym razem.
- Jakiś ty zabawny, Black. - Zaśmiałam się delikatnie, słysząc głęboki głos Willa, który teraz przytulał mnie niepewnie. - Dobrze, że już jesteście.
Następna podeszła do mnie radosna i przepełniona ulgą Vicky, która chyba musiała tutaj cały czas czekać na nas. Pomimo tego, jaki miałam kiedyś do niej stosunek, ucieszyłam się widząc dziewczynę. Widać było, że przejmowała się tym porwaniem, tak samo jak inni.
- Też się cieszę, że was widzę i - zagryzłam dolną wargę, bo dalej czułam się skrępowana - dziękuję, że nas uratowaliście - przeniosłam wzrok na Chloe, która drzemała na kanapie z głową na kolanach Zaina.
Tak, nauczyłam się już imienia naszego pomocnika. Bezgłośnie przekazałam mu podziękowania, na co skinął głową z delikatnym uśmiechem.
- Emm a co z Alexem? - zmarszczyłam brwi, bo przypomniałam sobie ostatni moment wyścigu, na którym się pojawiliśmy, ale policja rozproszyła towarzystwo.
- Nie martw się księżniczko, twój wybawca jest cały i zdrowy. - Usłyszałam uradowany głos przyjaciela, który wchodził do salonu z kanapką, którą szybko zakończył i podbiegł, by mnie uściskać i okręcić w powietrzu.
- Dobra, dobra! - Śmiałam się, bo prawda jest taka, że potrzebowałam tego. - Też się cieszę, głupolku. - Uśmiechałam się szeroko, przez co wszystkim polepszyły się humory.
Jak tu nie lubić Alexa, kiedy on jest takim uroczym śmieszkiem, który potrafi rozweselić nawet najbardziej załamaną osobę samym swoim widokiem.
- A teraz mnie postaw i powiedz, gdzie jest mój drugi wybawca - puściłam mu oczko, gdy już czułam grunt pod gołymi stopami.
- Louis? Gdzieś się krzątał - podrapał się po karku. - Nie wiem, może na górze albo w garażu.
- W porządku, poszukam go.
Blondyn wyciągnął telefon i westchnął, odczytując wiadomość. Zmrużyłam oczy, przyglądając się chłopakowi, bo to musiało być coś naprawdę ważnego skoro tak szybko zmienił mu się nastrój.
- Coś się stało? - Spytałam niepewnie, bo nienawidziłam się wpierdzielać komuś w jego osobiste sprawy.
- Sam nie wiem - skrzywił się, na co położyłam dłoń na jego ramieniu.
- Będzie dobrze - chciałam, żeby tak było naprawdę i Alex dalej był wesołym i szczęśliwym blondaskiem.
- Mam nadzieję.
Przyjaciel schował telefon i zajął miejsce na drugiej kanapie koło Vicky i Jacka. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie ma przy nim Arii, więc to pewnie było powodem jego niezadowolenia. Nie wiedziałam, co o tym sądzić, ale muszą to załatwić między sobą. Moim zadaniem teraz było znalezienie Lou, jednak wolałam się przed tym przebrać, bo i tak wystarczająco długo inni musieli znosić mój widok w prowizorycznej piżamie. Wróciłam więc do pokoju Tomlinsona, i wsunęłam na nogi spodnie, które leżały na fotelu oraz skarpetki. Następnie pozbyłam się podkoszulka należącego do Louisa i założyłam stanik oraz bluzkę z poprzedniego dnia. Cóż, czystością to to nie pachniało, ale musiało na razie wystarczyć. Jak znajdę Lou, to będę mogła się spokojnie umyć i orzeźwić po tym wszystkim.
Powinnam była sprawdzić najpierw garaż, jak mi intuicja podpowiadała, ale inteligentnie uznałam, że Louis może siedzieć w pokoju zabaw lub swoim gabinecie na piętrze, ale gdy byłam pewna, że nikogo tam nie było, musiałam dalej szukać. Ruszyłam na schody i stawiając krok na stopniu, poczułam jak noga mi się zsuwa na kolejny stopień i kolejny, przez co mój tyłek wylądował na schodach, i próbując się łapać poręczy rękoma, zjechałam na nim, aż na sam dół.
O. MÓJ. BOŻE. Moja dupcia! Ała. Ała. Ała.
Widziałam, jak wszyscy patrzyli na mnie z salonu, a Louis, który wszedł właśnie do domu miał szeroko otworzone oczy.
- Nic mi nie jest! Nic mi nie jest! - Powtarzałam spanikowana, nie wiedząc co zrobić.
Wszyscy podbiegli, włącznie z Louisem, który chciał mi pomóc, a ja się szczerzyłam jak głupia, bo wreszcie mogłam się nacieszyć widokiem jego kurewsko seksownej twarzy.
- Faith, nic ci nie jest? - Spytała Chloe, którą widocznie musiałam obudzić.
Wszyscy byli chętni mi pomóc, ale odpychałam ich ręce.
- Nic mi nie jest - nie mogłam oderwać wzroku, od Lou, którego twarz wyrażała zmartwienie. Gdy wyciągnął dłoń w moją stronę, nie protestowałam. Chciałam poczuć jego dotyk, więc złapałam jego dłoń i podniosłam się z marmurowych płytek.
- Widzicie, jestem cała. - uśmiechałam się, starając wyglądać wiarygodnie.
Pomijając ten zarąbisty ból lewego pośladka i kostki.
- Faith - w końcu było mi dane usłyszeć ten głos, chociaż nie był on miły. - Powiedz prawdę.
Louis wywrócił oczami, wiedząc, że nie mówię prawdy, ale nie chciałam wyjść na ostatnią łajzę i się przyznać, że prawdopodobnie skręciłam kostkę przez jakieś pieprzone schody.
- To te schody - skrzywiłam się. - Kto je tak wypolerował? - Założyłam ręce pod piersiami robiąc obrażoną minę, na co wszyscy zaczęli się śmiać, czego najbardziej chciałam uniknąć. - Pewnie, śmiejcie się z biednej Faithuni. - puściłam Lou, i starając się nie kuśtykać wyszłam do jego pokoju.
- Dupki. - mamrotałam pod nosem, ale usłyszałam, że śmiechy ucichły.
Nie wiedziałam, czy to Louis zmroził ich swoim wzrokiem, jak miał w zwyczaju robić czy co, ale już nie wkurzali mnie tym dźwiękiem, a drzwi do pokoju się uchyliły.
- Faith - poczułam oddech szatyna przy uchu, a jego ręce objęły moją talię od tyłu.
Moje serce zaczęło uderzać z taką prędkością, że obawiałam się, czy nie dostanę palpitacji. Ogarnęło mnie przyjemne uczucie, które swój zarodek miało w podbrzuszu, skąd rozchodziło się na każdy centymetr ciała. Poczułam, jak włoski na rękach stoją pod wpływem dreszczu, a nogi się uginają na samą myśl o tym, że wreszcie jesteśmy sami.
- Louis - obróciłam się ostrożnie, zapominając całkowicie o bólu.
Dotknęłam dłonią jego zarysowanej kości policzkowej. Wpatrywał się we mnie tymi nieskazitelnie niebieskimi oczami, za które oddałabym życie i wiedziałam, że wreszcie jestem we właściwym miejscu.
- Tak bardzo tęskniłam - przyznałam, a na jego twarzy pojawił się ten zawadiacki uśmieszek.
- I co byś teraz chciała? - Przejechał delikatnie wskazującym palcem po moim boku pod koszulką.
Oblizał seksownie wargi, przez co kompletnie straciłam kontrolę nad własnym umysłem i chciałam go pocałować, ale szatyn złapał mnie dłońmi po obu bokach i odsunął od siebie. Patrzyłam na niego zszokowana, bo nigdy wcześniej niczego nie odmawiał, a teraz sam mnie odciągnął. Co, jeżeli już mu się nie podobałam, już nie chciał być ze mną? Może uznał, że nie jestem już dla niego odpowiednia i znajdzie sobie jakąś lepszą dziewczynę.
- Nie myśl tyle, bo ci się zmarszczki zrobią - zaśmiał się, na co walnęłam go z pięści w ramię.
- Jesteś beznadziejny. - Obróciłam się, by położyć się na łóżku, gdyż stanie sprawiało mi coraz więcej problemu, ale chłopak pociągnął mnie za rękę, powodując, że wpadłam w jego ramiona.
- Oj ty mój Osiołku - skrzywiłam się, bo naprawdę nie lubiłam tego przezwiska, było po prostu głupie. - Najpierw powiedz mi prawdę, a potem będziemy robić wszystko na co będziesz miała ochotę. - Uniósł mój podbródek, bym spojrzała w jego oczy.
- Ale nie mam pojęcia, o co ci chodzi - wzruszyłam ramionami. - Czuję się świetnie - uśmiechnęłam się sztucznie, na co wypuścił głośno powietrze z płuc.
- To rób, jak uważasz - puścił mnie i podszedł do łóżka, na które się rzucił tak, że teraz leżał na plecach z rękoma założonymi pod głową. - Jak zdecydujesz się przyznać, że coś cię boli, to daj znać. - Wziął pilota z półki nocnej i zaczął przełączać programy, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
- Będziesz się tak zachowywał? - Uniosłam brew, nie dowierzając temu, co robił.
- Ale nie mam pojęcia, o co ci chodzi - przedrzeźniał mój głos. - Czuję się świetnie. - Uśmiechnął się trzepiąc rzęsami jak dziewczyna.
- O Boże, ale z ciebie dziecko - usiadłam urażona na fotelu, ponieważ zaczynał mnie już wkurzać.
- Takie jak z ciebie, kochanie - puścił mi oczko, uśmiechając się dumny z siebie.

Louis oglądał jakieś głupoty na laptopie i śmiał się jak popaprany, przez co strasznie mnie irytował, ale wiedziałam, że robił to specjalnie. Od dwóch godzin na zmianę bawił się telewizorem, telefonem i laptopem, a ja jedyne co zdążyłam zrobić w tym czasie, to wziąć gorącą kąpiel i przebrać się w czyste ubrania, które miałam u Louisa na wypadek nocowania. Nawet nie mogłam napisać do Cassie i Trish, bo jakiś gnojek - a dokładniej Parker - pozbył się mojego iPhone'a. Jednak ból kostki stawał się coraz mocniejszy i musiałam wreszcie powiedzieć Panu-zawsze-mam-rację-Tomlinsonowi.
- Louis - wstałam niepewnie i podeszłam do łóżka, na co on odłożył laptopa na bok.
- Masz mi coś do powiedzenia, Faith? - Przyglądał mi się z uniesionymi brwiami.
- Tak, trochę boli mnie kostka - przyznałam w końcu, kładąc się obok niego.
Chłopak zmienił pozycję na siedzącą i przyglądnął mojej nodze.
- Nawet nie muszę pytać która - lekko ujął w dłonie lewą stopę, na co syknęłam cicho. - Dziewczyno, czy ty widzisz jaka ona jest spuchnięta? - spytał surowym tonem, przez co mogłam się domyślić, jak bardzo był wkurzony.
- Em, może troszeczkę - wzruszyłam ramionami. - Nie przesadzajmy, aż tak źle nie jest.
- Masz rację - skwitował - wygląda na skręconą, ale nie przesadzajmy, aż tak źle nie jest - znowu zaczął mnie przedrzeźniać, na co wywróciłam oczami.
- Obłożę jakąś maścią czy czymś i przejdzie. - Przybiłam sobie mentalną piątkę za ten pomysł.
- Faith, ten zjeb Parker wyczyścił ci mózg czy co z tobą zrobił? - patrzyłam na niego zszokowana. - Masz najprawdopodobniej skręconą kostkę, a ty mówisz, że czymś posmarujesz i ci przejdzie? - pokręcił głową i wstał z łóżka.
- Co robisz? - Przyglądałam się, jak wiąże buty.
- Jak to co - podniósł się i wyciągnął z szafy jakąś bluzę - jedziemy na pogotowie i nawet nie próbuj się kłócić. - Odrzekł głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- Przesadzasz - zmrużył na mnie oczy, na co wyciągnęłam ręce w geście poddania. - Ale dobrze, pojadę.
Louis przeciągnął bluzę przez głowę i podszedł, aby wziąć mnie na ręce.
- Tylko tak, żeby nikt nas nie widział, bo i tak już uważają mnie za ostatnia sierotę. - Skrzywiłam się, gdy opuszczaliśmy pokój szatyna.
- Spokojnie, nikt cię nie ma za sierotę - zaśmiał się pod nosem.
- Wal się, Tomlinson - wystawiłam mu język, na co rozbawiony pokręcił głową.
- Nie wiesz, jak bardzo za tym tęskniłem, Collins.

Przykro nam, że tak mało osób teraz komentuje rozdziały... Wiemy, że jest to po części nasza wina ze względu na długą przerwę, ale teraz staramy się dodawać regularnie i dokończyć Furious, jak najlepiej potrafimy, dlatego te parę słów od każdego jest dla nas bardzo ważne. Może przestało Wam się już podobać to fanfiction...
Dziękujemy tym, którzy nas nie opuścili i wiernie czytają każdy nowy rozdział, a także zostawiają po sobie ślad ♥