niedziela, 7 września 2014

Rozdział 33



*Liam*

Przyglądałem się, jak przyjaciel mruży oczy, wpatrując się w zawstydzoną blondynkę. Widziałem, że chciał jeszcze coś powiedzieć, ale za każdym razem, gdy rozchylał usta po chwili zastanowienia je zamykał z powrotem. Spoglądając na dziewczynę dostrzegłem, jak nerwowo zaciska dłonie na ręczniku, a jej policzki przypominają kolorem ściany mojej bordowej sypialni. Nie pozostawało nic innego, jak wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Co prawda mnie to jakoś nie ruszało, że Louis się dowiedział o nas, ale Cassie jest dziewczyną i nie chcę, żeby czuła się nieswojo przy moim kumplu; chłopaku jej przyjaciółki.
Przeciągając się, odstawiłem szklankę na stół i nie okazując jakiejkolwiek krępacji podniosłem się z kanapy, by podejść do dziewczyny. Przeniosła wzrok z Tommo na mnie, na co uśmiechnąłem się by rozluźnić atmosferę. Kąciki ust blondynki automatycznie uniosły się delikatnie, więc objąłem ją ręką w pasie i nachyliłem się do jej ucha.
- Suszarka jest w półce pod zlewem. Czekaj na mnie potem w sypialni, musimy coś obgadać z Louisem, takie męskie sprawy. - Złożyłem delikatny pocałunek pod jej uchem, by przekonać ją, że to nic ważnego.
- Umm no dobrze. - Odpowiedziała nieśmiało, co do niej nie pasowało. - Tylko niech nie mówi nic Faith o nas, sama chcę to zrobić, jak będzie odpowiednia chwila.
- Nie musisz się o to martwić, na pewno jej tego nie powie. - Dziwnie czułem się to mówiąc, ale musiałem brzmieć na luzie i przekonująco. - A teraz zmykaj.
Jak powiedziałem, tak zrobiła. Ja natomiast przeczesałem nerwowo włosy palcami, czego nauczyłem się od tego naszego Speed Mastera. Swoją drogą chujowa ta ksywa, ale to ludzie wymyślili, a i tak lepsze to od Furious. Prawda, Louis często się wkurwia, ale trzeba go poznać, żeby wiedzieć, że jest zagubiony i tylko wśród przyjaciół potrafi być sobą.
- Dobra, nawet nie chcę wiedzieć, o co chodzi. - Szatyn podniósł się i zaczął nerwowo chodzić po pomieszczeniu. - Teraz liczy się tylko Faith i Chloe.
Nie chciałem się przyglądać, jak wariuje tak naprawdę nic nie robiąc, by je odnaleźć. Bez słowa przeszedłem do gabinetu i wziąłem z niego laptopa, z którym wróciłem do salonu i przysiadłem z nim przed stolikiem. Nie bez powodu potrafię namierzyć osoby po ich danych. Jestem najlepszym hakerem, więc nawet do danych policji potrafię się dostać bez złapania czy innych kłopotów.
- Dziewczyny miały przy sobie telefony? - Wpisywałem wszystko co potrzeba, aby namierzyć nadajniki.
- Jasne, że miały, ale na pewno je wyrzucili, bo nie ma żadnego sygnału. - Louis stanął nade mną wpatrując się w monitor. - Co robisz?
- Spróbujemy namierzyć, gdzie zostały wyrzucone i gdzie mogły zostać porwane.
Gdy byłem zajęty nawigacją telefonów, usłyszeliśmy dzwonek komórki chłopaka. Zaprzestałem poszukiwania, gdyż Lou stwierdził, że numer jest zablokowany.
- Odbierz, spróbuję coś zrobić, ale blokadę ciężko rozgryźć. - Poinstruowałem przyjaciela, co ma zrobić.
Tomlinson odebrał telefon, nie włączając głośnika, aby Cassie nic nie usłyszała. Czekałem aż zareaguje na wiadomość od dzwoniącego i jak myślałem nie było to nic przyjemnego.
- No chyba cię kurwa pojebało! Oddawaj dziewczyny, bo przysięgam zakurwię cię na śmierć, a wcześniej będę torturował, aż pożałujesz tego swojego zasranego planu z jebanym porwaniem. - Louis zacisnął dłonie w pięści, nie przestając chodzić po pokoju. W tym samym czasie starałem się uczynić cud z odnalezieniem, jak już się domyśliłem Parkera.
- Nie, kurwa, nie jest mi do śmiechu i tobie też nie będzie jak z tobą skończę. - Przerwał, aby wysłuchać co ma mu więcej do powiedzenia, ale już nie skupiałem uwagi na tym, o czym mówią.
W końcu udało mi się namierzyć, skąd była prowadzona rozmowa, a równocześnie Louis zakończył rozmowę wiązką przekleństw i rzuceniem telefonu w ścianę. Nie zrobiło to na mnie wrażenia, bo wiedziałem, że lepiej dać mu się wyżyć.
- Znalazłem go. - Obróciłem laptopa w jego stronę z ukazanym adresem.
- Ta, na chuja mi on. - Usiadł na kanapie ciągnąc za włosy. - Ten skurwiel chce się ścigać. - Podniósł wzrok na mnie. - Chce się ścigać o dziewczyny i wie, że trafił w mój czuły punkt. - Wydarł się, uderzając głową w oparcie. - Musimy jechać do pieprzonego Londynu.
- Myślisz, że je wypuści, jak wygrasz? - Każdy widział, że Parker nie postępuje fair play i wszystkiego można się po nim spodziewać.
- Jeszcze nie ocipiałem do reszty. Musimy zebrać ekipę i załatwić broń. To już nie jest tylko wyścig.
Po tych słowach zerwał się z miejsca i ruszył do wyjścia, a ja zaraz za nim.
- Przyjedź do nas jutro koło dwudziestej, musimy obmyślić plan i o północy wyjeżdżamy. - Odwrócił się przed samymi drzwiami. - A i ani słówka Cassie. Rano muszę porozmawiać z rodzicami Faith i nie mogą się niczego domyślać.
- Jasne, stary. Będę punktualnie i załatwię broń. - Przybiliśmy sobie piątki i wyszedł z mieszkania.
No to teraz będzie się działo.


*Louis*

W domu zastałem wszystkich przyjaciół, ale tym razem nie świętowali mojego zwycięstwa. Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że Alex i Dean będą już spać, a reszta będzie u siebie, bo teraz nie miałem ochoty z nimi rozmawiać. Dlatego, mijając salon nawet nie spojrzałem w ich kierunku, pomimo tego, że czułem jak się wgapiają we mnie. Moim celem było pomieszczenie, gdzie mogłem wyładować emocje, które mnie rozkurwiają od samej chwili, gdy dowiedziałem się o tym pieprzonym porwaniu.
Gdy wszedłem do siłowni, nie męczyłem się nawet z założeniem rękawic na ręce. Potrzebowałem czuć ból w kłykciach podczas uderzania w worek. Każdy kolejny cios sprawiał, że zapominałem o jakichkolwiek emocjach, które zastąpiła żądza zemsty. Następnym razem to będzie ten zasrany Parker. 

Jadąc do Collinsów zastanawiałem się, jak czuje się moja księżniczka i czy jej rodzice uwierzą w to, co mam im do powiedzenia. Mam nadzieję, że będą skacowani i będzie im obojętne, to co usłyszą. Z drugiej strony Faith jest dorosła i chyba nie musi ich prosić o pozwolenie na nic.
- Louis, czemu musimy jechać tak wcześnie? - Zaspany głos Lottie zagłuszył panującą w aucie ciszę. - Nie mogliście nam chociaż wcześniej dać znać, że wyjeżdżacie o - spojrzała na wyświetlacz telefonu. - o siódmej rano?! - Wydarła się na cały głos, przez co nawet Lilah przestała drzemać na tylnych siedzeniach.
- Kosmici nas atakują?! - Młoda Collins zaczęła się rzucać z tyłu. - Louis, na co czekasz, ratuj nas!
Przysięgam, że nigdy więcej ich nigdzie nie wożę razem. One są jakieś psychiczne.
- Ja pierdole, uspokójcie się już. - Dłonie automatycznie zacisnęły się na kierownicy. - Wczoraj uzgodniliśmy, że wyjeżdżamy dzisiaj z samego rana, a wy dwie nie zostaniecie same w moim domu, bo już widzę, jaką rozpierdówę byście zrobiły i nie ma dyskusji.
- Kurcze, a już myślałam, że uda nam się zrobić party hard - Lottie założyła rękę na rękę, na co wywróciłem oczami.
Kocham moją siostrę, ale no kurwa, co z nią nie tak?
Dziewczyny jeszcze marudziły, że czemu niby nie mogą jechać z nami itd, ale no kurwa, co one nie mają własnych znajomych? Nawet, gdybyśmy jechali tam, gdzie powiedzieliśmy młodym, to i tak bym ich nie zabrał.
Na szczęście szybko dojechaliśmy pod dom mojej dziewczyny i teraz czekaliśmy aż ktoś otworzy drzwi. Swoją drogą, Lilah mogłaby być chociaż trochę bardziej ogarnięta i nosić ze sobą klucze. Czasami ciężko mi uwierzyć, że są spokrewnione z Faith. Jedyne co potwierdza to, że są siostrami, to to, że są cholernie podobne do siebie z wyglądu.
Po chwili drzwi otworzyła nam pani Collins. Ta sexy mamuśka nawet w szlafroku wygląda dobrze.
Pojebało mnie? Przecież to matka mojej dziewczyny. Stare nawyki dają się we znaki.
- Cześć dzieciaki - ucieszyła się na nasz widok ukazując matczyny uśmiech. - Co się stało, że tak wcześnie przyjechaliście?
Wpuściła nas do środka, więc wspólnie udaliśmy się do kuchni.
- Louis nas nie chce zabrać na wycieczkę, więc przywiózł nas tutaj. - Lilah pociągnęła Lottie do salonu, skąd po chwili słychać było dźwięk telewizora.
Powiedzieć, że jest irytująca to mało.
Zasiadłem przed blatem, patrząc jak mama dziewczyny nastawia czajnik.
- Kawy, herbaty? - Odwróciła głowę. - Może śniadanie, jadłeś coś?
- Jadłem, ale kawy się chętnie napiję. - Starałem się brzmieć grzecznie. - W sumie to przyszedłem tylko na chwilę.
- A Faith, gdzie jest? - Zmrużyła na mnie oczy, wsypując kawę do dwóch kubków.
- Właśnie po to przyjechałem. - Odpowiadałem na luzie, nie dając po sobie poznać, że jej córka jest w niebezpieczeństwie. - Chciałem porozmawiać z panią i pani mężem.
- Och, wydaje mi się, że Matta teraz nie dobudzę, bo odsypia wczorajszego grilla. - Zrobiła niezadowoloną minę.
Człowieku, żebyś wiedział, jak ja cię rozumiem. Przecież każdy może się napić z kolegami, a te baby już narzekają.
- Ale możesz być pewny, że mu przekażę informację, zaraz jak wstanie. - Posłała mi uśmiech, zalewając kawę wodą. - Z mleczkiem? - Wyciągnęła butelkę z lodówki i położyła na blacie wraz z cukrem.
- Dziękuję. - Wziąłem kubek i upiłem trochę. - Właściwie, to nie mamy za wiele czasu, więc będę się streszczał.
Kobieta skinęła głową na znak, że słucha, co mam jej do powiedzenia.
Wytłumaczyłem jej, że wyjeżdżamy za dwie godziny pod namioty, a Faith jeszcze śpi i nie chciałem jej budzić. Dlatego przywiozłem dziewczyny, aby nie siedziały same u nas w domu, podczas naszego pobytu po za nim. Przez to wyszedłem na odpowiedzialnego i Bonnie uwierzyła we wszystko, co jej przekazałem. Włącznie z tym, że prawdopodobnie nie będziemy mieli zasięgu na miejscu, więc, żeby się nie martwiła, bo ze mną nic się nie stanie jej córce. To akurat było największym kłamstwem, bo obiecywałem to Faith, a spieprzyłem i teraz jest nie wiadomo gdzie. Mama dziewczyny, jednak nie odczuła nic podejrzanego i życzyła nam tylko udanego i bezpiecznego wyjazdu oraz abym ucałował jej córkę, gdy wrócę do niej. Na koniec przyniosłem z auta torby dziewczyn z ubraniami i innymi babskimi gównami, pożegnałem się z nimi i panią Collins, i mogłem jechać załatwiać dalsze sprawy związane z wycieczką do Londynu.
Odzyskam was, choćbym miał zginąć.


*Chloe*

Przyglądałam się przyjaciółce, nie wiedząc , co możemy zrobić w tej chwili. Blond włosa dziewczyna wpatrywała się w wielki brązowy blat, nie ukrywając tego, jak bardzo jest zamyślona. Jej oczy nie miały teraz jakiegokolwiek makijażu, dzięki czemu mogłam zobaczyć jak bardzo są czerwone i opuchnięte. Wcale nie dziwiło mnie to, zważając na to, jak długo wczoraj płakała. Dopiero około trzeciej w nocy udało jej się usnąć. Do tego czasu, siedziałam razem z nią, wmawiając jej, że wszystko będzie dobrze. Mimo iż mój strach jest równie wielki, znoszę to lepiej. Mieszkając tam, gdzie mieszkam, mając takich przyjaciół, jakich mam, jestem wciąż przygotowana na niebezpieczeństwo i już nie raz się w nim znajdowałam. Faith za to jest w całkowicie innej sytuacji. Jeszcze niedawno była zwykłą dziewczyną, która nie musiała się niczego obawiać. Teraz jest znana przez sporą część miasta, jako dziewczyna słynnego Speed Mastera, która zmieniła go w innego człowieka. Louis nieraz opowiadał, jak bardzo krucha jest Faith i jak bardzo się martwi, że kiedyś przez niego stanie jej się jakaś krzywda. Nie chciałam nawet myśleć, jak teraz czuje się mój przyjaciel. Każdy, kto lepiej zna Tomlinsona, już wie, że Collins jest dla niego ważna równie bardzo jak Lottie i byłby w stanie zrobić dla niej wszystko. Jeszcze wczoraj rano chodził przybity, ponieważ jego dziewczyna była na niego zła. Potem mimo przygotowań do wyścigu, pojechał do niej, mówiąc, że ona jest ważniejsza. Nie mogę powiedzieć, że o to wszystko nie obwiniam siebie. Może gdybym nie odeszła od grupy, tylko trzymała się z Willem nic by się nie stało. Nikt nie zaciągnął by mnie do samochodu i nie wziął telefonu, aby napisać sms’a do Faith. Nie miałam nawet żadnego głupiego hasła na telefonie, co teraz wydawało się tak bardzo niemądre.
- Nie wiem, czy wiecie, ale jeśli chcecie to możecie zrobić sobie śniadanie, czy inne gówno. – przeniosłam wzrok na drzwi, aby zobaczyć jak czarnowłosy chłopak opiera się o ich framugę, patrząc na nas obojętnym wzrokiem
- Naprawdę myślisz, że pierwsze co chcemy robić, będąc porwane to jedzenie śniadania? – uniosłam brwi, nie przestając wpatrywać się w atrakcyjnego chłopaka. Ten jedynie zaśmiał się.
- No tak, zapomniałem, że ty wolisz najpierw wykąpać się w basenie. – wywrócił oczami, zaraz przed tym jak wszedł w głąb kuchni i usiadł przy stoliku.
Nie mówiąc już słowa, patrzyłam na Faith, która natomiast wpatrywała się w czarnowłosego. Wyglądała jakby nie spała przynajmniej z tydzień, na co jedynie westchnęłam. Próbowałam już nie raz namówić ją, aby przespała się choć trochę, ale ona była zbyt uparta. Miałam nadzieję, że nie będziemy tutaj zbyt długo, a Louis nad odnajdzie.
- Dlaczego Parker zabrał nas tutaj? – usłyszałam zachrypnięty głos przyjaciółki – Ludzi porywa się raczej w inne miejsca. To nie tak, że mi to przeszkadza. Po prostu kompletnie tego nie rozumiem, to bezsensu. – kontynuowała, a ja teraz również patrzyłam na chłopaka, będąc ciekawa co powie. Faith miała racje, ja również nic z tego nie rozumiałam. Chłopak spoglądał raz na mnie, raz na Faith swoimi pięknymi piwnymi oczami. Może i ten chłopak był zły, bo pracował dla Parkera, ale wyglądał jak model.
- Dlaczego miałbym z wami rozmawiać o tym? Mam tylko pilnować, abyście nic nie zrobiły.
- Dlaczego to robisz? – odezwałam się, przecierając dłońmi zmęczoną twarz – Co jest fajnego w tym, że porywasz ludzi? Naprawdę nie masz ani grama wyrzutów sumienia i czujesz się z tym dobrze?
Czarnowłosy chłopak wstał ze swojego miejsca i podszedł do czajnika, aby zagotować wodę. Wraz z Collins czekałam na jego odpowiedź, nie spuszczając z niego wzroku. Chciałam wiedzieć chociaż trochę, o tym co się dzieje. Nie chciałam być bezsilna i siedzieć tutaj, czekając jak ktoś nas uratuje. Nie mam pewności, że to się w ogóle stanie.
Chłopak powoli przygotowywał swoją kawę, nie zważając na to, że wciąż czekamy na jego pieprzoną odpowiedź.
- Powinnyście się cieszyć, że to ja tutaj jestem i, że to Parker was porwał a nie kto inny. – chłopak odwrócił się przodem do nas - Szef jest osobą, która raczej nie robi nic ludziom, którzy jemu nic nie zrobili. Nie wiem, jak bardzo Tomlinson musiałby go wkurwić, albo co wy musiałybyście odpierdolić, żeby Parker wam coś zrobił. Dużo zarabiam, za to co teraz robię, więc nie mam wyrzutów.
Zmarszczyłam brwi, nie do końca wierząc w to co mówił czarnowłosy. Nie możliwe było, aby Parker był właśnie taki, jak ten go opisywał. Tommo nigdy nic nie zrobił Parkerowi, więc dlaczego to wszystko się dzieje. To dlatego, że Louis go pobił, gdy ten zniszczył jego auto? To było zbyt niemożliwe i to musiało mieć jakieś głębsze dno.
Chłopak, a raczej mężczyzna, wziął swoją kawę i zaczął wychodzić z kuchni. Zanim jednak to zrobił odwrócił się jeszcze w naszym kierunku i spojrzał na mnie.
- Raczej nie radzę zaczynać podobnych rozmów z Jay’em. On się wkurwia o takie rzeczy i na pewno nie ma ochoty z wami rozmawiać. Tym bardziej, że Parker nam tego zabronił.
- Kim jest Jay? – zapytała Faith
- Brunet, który też was pilnuje. – ciemnowłosy wychodził z kuchni, jednak ja postanowiłam zadać mu jeszcze jedno pytanie
- A ty jak masz na imię? – chłopak spojrzał na mnie przez ramię, gdy na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech
- Jestem Zain, Zain Malik. – puścił mi oczko, zaraz przed tym gdy zniknął za ścianą
Miałam ochotę spoliczkować samą siebie, za to o czym teraz myślę. Ponieważ… Zain Malik – osoba, która mnie porwała, spodobała mi się.